Literatura i Kino – felietony, notatki, recenzje (31) /zawartość kategorii będzie uzupełniania/
Ray Bradbury, W. Szewczuk, Dorota Masłowska, Krzysztof Kąkolewski, Catharina Elisabeth Goethe, John Gardner, Tove Jansson, Lem, Saint-Exupéry, Osiecka, Gogol, Eliot, Sylvia Plath, Tadeusz Konwicki, Schulz, Jewhen Hucało, Katherine Mansfield, Hłasko, Ballard, Vian, Dostojewski, Nabokov, Cioran, Hölderlin, Bazin
„Prawdziwy nie jest tym, jak cię stworzono” – powiedział Skórzany Koń. „To coś, co ci się przytrafia. Kiedy dziecko kocha cię przez długi, długi czas, nie tylko po to, by się bawić, ale NAPRAWDĘ cię kocha, wtedy stajesz się Prawdziwy”.
„Czy to boli?” – zapytał Królik.
„Czasami” – odparł Skórzany Koń, bo zawsze był szczery. „Kiedy jesteś Prawdziwy, nie przeszkadza ci ból”.
~ „Aksamitny Królik”, powieść dla dzieci autorstwa Margery Williams (1881–1944), która ukazała się w 1922 roku w Londynie.
Poruszające i w magiczny sposób prawdziwe. Magia przemiany z przedmiotu w żywy byt.
Nie znałam „Aksamitnego królika” w dzieciństwie, pierwsze tłumaczenie na język polski ukazało się w 2009 roku.
Ilustracja do książki: William Nicholson
’Real isn’t how you are made,’ said the Skin Horse. 'It’s a thing that happens to you. When a child loves you for a long, long time, not just to play with, but REALLY loves you, then you become Real.’
’Does it hurt?’ asked the Rabbit.
’Sometimes,’ said the Skin Horse, for he was always truthful. 'When you are Real you don’t mind being hurt.’ /text of the story/
Poniżej zdania rozpoczynające dwie najbardziej kultowe powieści sióstr Brontë, czyli „Dziwne losy Jane Eyre” i „Wichrowe Wzgórza”.
Początek „Dziwnych losów Jane Eyre” (1847) autorstwa Charlotte Brontë (1816-1955):
„Niepodobna było tego dnia wyjść na spacer. Rano co prawda snuliśmy się z godzinę po bezlistnym ogrodzie, ale po obiedzie (pani Reed, gdy nie było gości, jadała wcześnie) chłodny wiatr zimowy napędził tak ciemne chmury i deszcz tak przenikliwy, że dalsze przebywanie na świeżym powietrzu stało się niemożliwe. Rada byłam z tego; nigdy nie lubiłam długich spacerów, zwłaszcza w chłodne popołudnia — tak się obawiałam tych powrotów do domu o zmroku ze zmarzniętymi palcami u rąk i u nóg, z sercem ściśniętym upomnieniami Bessie, naszej bony, i upokorzonym w poczuciu, że Eliza, John i Georgiana Reed o tyle zręczniejsi i silniejsi są ode mnie.”
(tłumaczyła T. Świderska)
Ilustracja otwierająca „Jane Eyre” z 1897 roku, Edmund H. Garrett (1853–1929)
Początek „Wichrowych Wzgórz” (1847) autorstwaEmily Brontë (1818-1848):
„1801 Wróciłem właśnie z wizyty u mego gospodarza, sąsiada-samotnika, z którym będę musiał utrzymywać stosunki. Okolica naprawdę piękna! W całej Anglii nie znalazłbym chyba drugiego tak odludnego miejsca. Prawdziwy raj dla mizantropów – w sam raz dla takich jak ja i pan Heathcliff. Cóż za typ! Z pewnością nie odgadł, jaką poczułem do niego sympatię od chwili, gdy na mój widok czarne jego oczy zamigotały podejrzliwie, a palce stanowczym gestem wsunęły się głębiej za kamizelkę. – Pan Heathcliff? – zapytałem. Skinął głową. – Jestem Lockwood, pański dzierżawca. Poczytywałem sobie za obowiązek złożyć panu moje uszanowanie zaraz po przyjeździe. Mam nadzieję, że nalegając tak usilnie na wynajęcie mi Drozdowego Gniazda nie sprawiłem panu kłopotu. Dowiedziałem się wczoraj, że miał pan zamiar… – Drozdowe Gniazdo jest moją własnością – przerwał mi szorstko. – Gdybym mógł tego uniknąć, nie pozwoliłbym, by mi ktokolwiek sprawiał kłopot. Wejdź pan! To 'Wejdź pan’, wymówione przez zaciśnięte zęby, brzmiało jak: 'Idź do diabła!’ Nie zdradzał chęci otworzenia bramy. To zachęciło mnie do przyjęcia zaproszenia. Zaciekawił mnie człowiek, który wydał mi się jeszcze większym odludkiem niż ja sam.”
(tłumaczyła J. Sujkowska)
Zwróciłam uwagę na motyw wyjścia/powrotu na początku każdej z powieści. Może słuszna obserwacja, bo – jak doczytałam później – polski badacz Eryk Ostrowski (ur. 1977) stawia tezę, że to Charlotte Brontë napisała wszystkie dzieła sióstr Brontë.
„W książce Charlotte Brontë i jej siostry śpiące [2013] Eryk Ostrowski sugeruje, bazując głównie na analizie samych tekstów literackich, że autorką wszystkich dzieł sióstr Brontë była najstarsza z nich: Charlotte Brontë. Autor uważa, że Charlotte przypisała autorstwo kilku swoich powieści młodszym siostrom, aby zabezpieczyć ich egzystencję na wypadek śmierci ojca.” /Emily Brontë, Wikipedia/
„Drzwi do agencji były otwarte, jednak mimo to Luiza wahała się…” /ciąg dalszy na zdjęciu poniżej/
Hervé Bazin (1911-1996), początek opowiadania „Biuro matrymonialne” z 1951 roku. Bardzo udana miniproza. Dwa inne opowiadania z tego samego zbioru – „Znawca Ludzkich Serc” i „Pomyłka” – również bardzo dobre a każde ma odmienny rytm. Zapewne cała reszta jest ciekawa. Wyjątkowy dar językowo-pisarski cechujący się między innymi błyskotliwością.
Opowieści, które czyta się przyjemnie, z naturalnym zainteresowaniem, bez wysilenia. Napisane tak, jak powinna być pisana godna uwagi proza „krótkodystansowa”. Równowaga formy i treści, udane dopełnianie się obu czynników, czasami także poetyckie, np. „Przed oczami Mykologa pół tuzina ażurowych, bardziej niedorzecznych aniżeli surrealistyczna ceramika, jaskrawych okratków wprawiało w zdumienie mokrzyce, a na zgniłym korzeniu prosperowała galaretowa kolonia opieńków.” – z opowiadania Pomyłka.
Na marginesie, autor otrzymał Leninowską Nagrodę Pokoju w 1979 roku, która chyba kładzie się cieniem na jego pisaniu. To cień, który padał na wielu pisarzy sympatyzujących z ideologią komunistyczną.
„Zyskał rozgłos powieściami autobiograficznymi 'Żmija w garści’ (1948. wyd. pol. 1975) i 'Świat się kończy’ (1949, wyd. pol. 1976), w których znalazły wyraz drastyczne stosunki panujące w rodzinie Bazina, […] kontynuator tradycyjnej prozy realistycznej i psychologicznej, czerpiący inspiracje z bacznej obserwacji życia i znajomości ludzkich charakterów.” – z przedmowy do polskiego wydania jego opowiadań, 1985.
„Konflikty z dzieciństwa z matką zainspirowały Bazina do napisania w 1948 roku powieści Żmija w pięści. Powieść ukazuje nienawiść między matką o przydomku Folcoche (od francuskiego 'folle’ (szalona) i 'cochonne’ (świnia) a jej dziećmi… ” /Wikipedia ENG/
„Hervé Bazin, Jean-Pierre-Marie Hervé-Bazin […] francuski pisarz, którego dowcipne i satyryczne powieści często koncentrują się na problemach rodzinnych i małżeńskich. Hervé był prawnukiem rzymskokatolickiego powieściopisarza tradycjonalistycznego René Bazina”. /Encyklopedia Britannica/
„Bazin jest twórcą sześciu obecnie praktycznie nieużywanych znaków interpunkcyjnych: znaku ironii, miłości, aklamacji, pewności, powątpiewania i autorytetu.” /Wikipedia PL/
„Biuro matrymonialne” (zbiór 8 opowiadań pochodzących z tomów wydanych we Francji w 1951 i 1963 roku), wyd. polskie „Książka i Wiedza”, 1985 (Koliber). Tłum. z franc.: Maria Fedecka-Nelken.
Dwa fragmenty z pierwszej książki Emila Ciorana pt. „Na szczytach rozpaczy” (1934, wydanie rumuńskie):
„Są ludzie, którzy stają się liryczni tylko w rozstrzygających momentach życia, niektórzy zaś wyłącznie w chwili agonii, kiedy cała ich przeszłość aktualizuje się i porywa ich niczym potok. Większość wszakże poddaje się liryczności w następstwie doświadczeń zasadniczych, gdy wzburzenie najgłębszych warstw ich osobowości osiąga szczytowy paroksyzm. Na przykład kiedy ludzie o nastawieniu obiektywnym i bezosobowym, obcy samym sobie i głębokim aspektom rzeczywistości stają się więźniami miłości — doświadczają uczucia, które uruchamia wszystkie ich rezerwy osobowe. Fakt, że niemal wszyscy ludzie układają wiersze, gdy kochają, dowodzi, że środki myślenia pojęciowego są zbyt ubogie, aby mogły wyrazić ich wewnętrzną nieskończoność i że liryzm, jaki w sobie noszą, może się w sposób adekwatny zobiektywizować jedynie wykorzystując tworzywo płynne i irracjonalne.”
Tłum. I. Kania, z dzieła: „Na szczytach rozpaczy” (1934), rozdział pierwszy pt. „Być lirycznym”
„Są doświadczenia, po których człowiek nie może już dalej żyć. Czujemy wówczas, że cokolwiek byśmy robili, nie ma to już żadnego znaczenia. Gdy bowiem człowiek dotarł do granic życia, gdy w zapamiętaniu przeżył wszystko, co na owych groźnych rubieżach można znaleźć, codzienne gesty i zwykłe dążenia tracą wszelki urok i czar. Jeśli mimo wszystko żyjemy nadal, zawdzięczamy to naszej zdolności do obiektywizacji przez pisanie, uwalniające nas od niesłychanego napięcia. Twórczość jest tymczasowym wybawieniem ze szponów śmierci. Czuję, że mogę rozpaść się na kawałki pod naporem wszystkiego, co niosą mi życie i perspektywa śmierci. Czuję, że umieram z samotności, z miłości, z rozpaczy, z nienawiści — ze wszystkiego, co może mi zaofiarować ten świat. To jest tak, jak gdyby każde przeżycie wypełniało mnie niczym balon, ponad granice jego wytrzymałości. Przeżywając najintensywniej i najstraszniej zwracamy się ku nicości.”
Tłum. I. Kania, z dzieła „Na szczytach rozpaczy” (1934), rozdział trzeci pt. „Nie móc już żyć”.
***
Miłość i śmierć czynią człowieka podobnie bezbronnym.
Cioran, z zawodu „mizantrop”, był również dość inteligentnym obserwatorem, nawet jeśli za bardzo prześladowanym przez własną skłonność do przesady.
Jeszcze trochę zimowo, więc taka ilustracja…
Henry Alexander (1860-1894) – „Snow Scene Through a Winter Window” (1870)
Cztery cytaty z przemyśleń Thomasa Mertona (1915-1968), amerykańskiego pisarza, poety, księdza katolickiego, trapisty.
„Jak do tego doszło, że nasze wygodnie urządzone społeczeństwo utraciło zmysł wartości prawdy? Życie stało się tak łatwe, że sądzimy, iż można się już bez niej obejść. Kłamca nie potrzebuje już się obawiać, że jego kłamstwa doprowadzą go do śmierci głodowej. Gdyby życie było nieco trudniejsze i ktoś, komu nie można zaufać, niełatwo znajdowałby pracę i poparcie u ludzi, może nie oszukiwalibyśmy tak beztrosko siebie i innych.”
„Musi znaleźć się w dniu taka pora, kiedy człowiek robiący plany na przyszłość zapomina o nich i postępuje tak, jak gdyby nigdy nie miał żadnych planów. Musi znaleźć się w dniu taka pora, kiedy człowiek mający przemawiać milknie. I umysł jego nie snuje już rozważań, ale pyta: czy one w ogóle coś znaczą?”
„Milczenie nie istnieje w naszym życiu jako cel sam w sobie. Ma służyć czemu innemu. Milczenie jest matką mowy. Całe życie milczenia ma prowadzić do ostatecznej afirmacji, którą można ująć w słowa, afirmacji wszystkiego, dla czegośmy żyli na tym świecie.”
„Człowiek może odrodzić się do prawdziwego i godnego życia w każdym momencie swojego bycia na ziemi.”
Na poniższym obrazie widnieją dwaj święci: Antoni Wielki (250-356) i Paweł z Teb (228-341). Namalował Diego Velázquez, 1635; Muzeum del Prado, Madryt.
O życiu Pawła z Teb
„Wcześnie został osierocony i stał się właścicielem dużego spadku. W 15 roku życia udał się na pustynię. Gdy miał 16 lat, rozpoczęły się prześladowania chrześcijan za panowania Decjusza. Po dwóch latach prześladowania zakończyły się, ale Paweł pozostał na pustyni. Postanowił resztę życia spędzić w samotności na modlitwie. Mieszkał w jaskini, żywił się owocami, daktylami i pół bochenkiem chleba, który przynosił mu kruk posłany przez Boga; ubranie miał zrobione z palmowych liści. Na pustyni spędził 98 lat. Gdy Paweł miał sto trzynaście lat, odwiedził go św. Antoni. Kruk, który zawsze przynosił świętemu Pawłowi połowę chleba, tego dnia przyniósł cały.” /źródło: Wikipedia/
Wiersz Fryderyka Hölderlina (1770-1843) pt. „Połowa życia” z 1804 roku. Tłumaczył Stefan Napierski. Jest to jeden z najbardziej znanych wierszy poety.
Połowa życia
Żółtymi gruszami zwisa
I pełne dzikich róż
Wybrzeże w głębię jeziora.
Wy, nadobne łabędzie,
Pijane od pocałunków,
Nurzacie wzniosłe łby
W święte i trzeźwe wody.
Biada mi, skąd wezmę, gdy
Zapada zima, kwiatów, i skąd
Słoneczny blask
I cienie ziemi?
Mury sterczą
Bezmowne i zimne, na wietrze
Brzęczą chorągwie.
Poniżej znajduje się nieskładne, tylko trochę przeze mnie poprawione, tłumaczenie automatyczne z niemieckiego. Nie znam dobrze języka.
„Strofy mają 42 i 41 sylab, czyli wiersz jest symetryczny, z przerwą dokładnie w środku. Użyte symbole: grusza – róże – woda – mury – brzęczące chorągwie mogą wskazywać w swojej sekwencji kształt paraboli, której wierzchołek leży pośrodku wiersza. Przerwa między dwiema zwrotkami, do którego jest więc wyraźnie podkreślić, jest zdaniem niektórych autorów za Hölderlina symbol wzniosłości. Blokowanie pomiędzy dwa znaki powstaje Wasser i kolejnych Weh-Fragen pytania, ostatecznie kończąc Winde, wydechu życia.”
Dwie strony z dziecięcej książki „Od wiosny do wiosny” autorstwa Stefanii Szuchowej i Hanny Zdzitowieckiej, ilustracje – Jerzy Heintze (wyd. z roku 1963; Nasza Księgarnia). Opowieść pt. „Pierwsze ptaki”, pozimowe. Pierwsze wydanie książki, z innymi ilustracjami, miało miejsce w latach 50, chyba w roku 1957. Posiadałam i tamto wydanie, może jeszcze gdzieś znajdę. [Skany do powiększenia.]
Ilustracja: Jerzy Heintze, z książki „Od wiosny do wiosny” S. Szuchowej i H. Zdzitowieckiej (wyd. z roku 1963; Nasza Księgarnia)
Ilustracja: Jerzy Heintze, z książki „Od wiosny do wiosny” S. Szuchowej i H. Zdzitowieckiej (wyd. z roku 1963; Nasza Księgarnia)
***
A tu słuchowisko z czasów „analogowych”, z czasów gdy rozmowy z obcymi ludźmi w pociągu były czymś w rodzaju dzisiejszych rozmów w Internecie – wymianą poglądów i zwierzeń między nieznającymi się bliżej osobami. Słuchowisko Anny Kochanowskiej z 1974 roku – „Historie z perłami i bez”. [Aktorzy w opisie wideo.]
„Dziad i baba” J. I. Kraszewskiego, z 1838 roku. Wiersz, wierszyk, niby-ludowa opowiastka, pół-legenda. Jednocześnie przykład dzieła literackiego, którego się dokładnie nie pamięta i nie wiadomo skąd zna – autor też niepamiętany. Przynajmniej jeśli chodzi o mnie. Zdaje się, że jeszcze niemało tego rodzaju rzeczy czeka na odkopanie, na wydobycie z książek, internetu i z „krzyżówki” niewyraźnych wspomnień.
Swoją drogą, na Wikiźródłach znaleźć można mnóstwo mniej znanych utworów z bogatej przeszłości naszej literatury, w tym z okresu ważnego dla kształtowania się współczesnego języka polskiego, czyli z wieku XIX i z początków wieku XX (Prus, Reymont, Orzeszkowa, Sienkiewicz, Konopnicka, Kraszewski i inni mniej znani, np. Władysław Orkan).
„Wiersz jest jedynym utworem poetyckim tego autora, który cieszył się popularnością i nie został zapomniany. Inne wiersze tego autora, w przeciwieństwie do prozy, nie miały powodzenia wśród czytelników.” /wikipedia/
Józef Ignacy Kraszewski – „Dziad i baba” (1838)
Był sobie dziad i baba,
bardzo starzy oboje.
Ona kaszląca, słaba,
on skurczony we dwoje.
Mieli chatkę maleńką,
tak starą jak oni.
Jedno miała okienko
i jeden był wchód do niej.
Żyli bardzo szczęśliwie,
spokojnie jak w niebie.
Czemu ja się nie dziwię,
bo przywykli do siebie.
Tylko smutno im było,
że umierać musieli,
że się kiedyś mogiłą
długie życie rozdzieli.
I modlili się szczerze,
aby Bożym rozkazem,
kiedy śmierć ich zabierze
brała oboje razem.
„Razem! to być nie może,
ktoś choć chwilą wprzód skona”
„Byle nie ty nieboże”,
„Byle tylko nie ona”.
„Wprzód umrę – woła baba –
jestem starsza od ciebie,
co chwila bardziej słaba,
zapłaczesz na pogrzebie”.
„Ja wprzódy, moja miła,
ja kaszlę bez ustanku
i zimna mnie mogiła
przykryje lada ranku”.
„Mnie wprzódy” „Mnie, kochanie”.
„Mnie mówię” „Dość że już tego,
dla ciebie płacz zostanie”.
„A tobie nic? Dlaczego?”
I tak dalej i dalej,
jak zaczęli się kłócić,
tak się z miejsca porwali,
chatkę chcieli porzucić.
Aż do drzwi
„puk” powoli.
„Kto tam?”
„Otwórzcie proszę,
posłuszna waszej woli,
śmierć jestem – skon przynoszę”.
„Idź babo drzwi otworzyć!”
„Ot to: idź sam, ja słaba,
ja pójdę się położyć”,
odpowiedziała baba.
„Fi! śmierć na słocie stoi
i czeka tam nieboga”,
„Idź otwórz z łaski swojej”,
„Ty otwórz moja droga”
Baba za piecem z cicha
kryjówki sobie szuka,
dziad pod ławę się wpycha,
a śmierć stoi i puka.
I byłaby lat dwieście
pode drzwiami tam stała,
lecz znudzona nareszcie
kominem wleźć musiała.
Autor ilustracji: Piotr Stachiewicz (1858-1938) / źródło
Być sobą… Nie być manipulowanym…
Oto fragment z prologu reportażu Krzysztofa Kąkolewskiego pt. „Jak umierają nieśmiertelni” (1972). O tym, że udawanie jest plagą współczesności.
„Kopciuszki, sierotka Marysia, babcia i wilk są wśród nas. Stali się postaciami literackimi, bo zapragnęli nimi być. Zmyślili siebie. Udawanie jest epidemią współczesności. W straszliwej masie trzech miliardów człowiek, aby być inny od innych, posługuje się literaturą, filmem, telewizją, by 'dotworzyć’ siebie. O głównym bohaterze tej historii piszę, że jego życie było 'opowiadaniem ludowi o tym, jak on żyje’. Wymyślił siebie do tego stopnia, że nie wiadomo, jaki był – czy raczej: jaki by był. Automitologizacja, autokreacja, przeinaczenie własnego życia doprowadziło do jego zniszczenia. ’Wtórność to niezdolność do eksploatacji własnej osobowości’ – powiedział Stanisław Dygat, który poddał mi myśl napisania tej historii. Jest ona opowiadaniem, jak to jej bohater opowiadał o sobie, jest dalszym ciągiem tej opowieści – czyli próbą wniknięcia w jego styl, język, konwencję, musiałem więc opisać go takim, jakim on siebie widział.” – Krzysztof Kąkolewski, „Jak umierają nieśmiertelni” (1972)
Bardzo pasuje do współczesnych czasów i całkiem szeroki temat. Np. poddawanie się nurtom współczesnej popkultury, poprzez którą ludzie postrzegają, i tłumaczą sobie, niejedno zjawisko rzeczywistości – teraźniejszości i przeszłości, a nawet rozbudowują, lub dobudowują, w niej swoją osobowość.
Popkultura. Jeden z rodzajów nowej religii związanej z faktem ogłoszenia śmierci (nieistnienia) Boga, gdyż fascynacja popkulturą to rodzaj duchowości, czyli chyba coś głębszego niż zwyczajne czytanie książek i życie w sferze imaginacji – „w przyjaźni” z bohaterami literackimi. Z tą duchowością wiąże się iluzja swego rodzaju prawdy w popkulturze. Cóż, trochę więcej prawdy znajdziemy jednak w kulturze wyższej. Myślę, że warto szukać własnych ścieżek w przemierzaniu obszarów kultury. Osobiście od dawna jestem po detoksykacji antypopkulturowej; pozostało tylko to, co najcenniejsze – coś z dzieciństwa i parę drobiazgów.
Nierzadko, wręcz często, można trafić na teksty, reportaże, fotoreportaże, audycje radiowe, itp., o skromnych, biednych, siermiężnych, wprost byle jakich… świętach Bożego Narodzenia w PRL. Wymienione powyżej przymiotniki są przytoczeniem autentycznych określeń, z jakimi się spotkałam. Skromna, niemodna choinka, takież prezenty, proste dania nieobficie serwowane. I nagle wyskakuje dysonans, bo dla większości z nas były to najpiękniejsze dni w roku – cudowne dni, magiczny czas, wyczekiwane prezenty, pyszne jedzenie, itd. 🎄 Styl ówczesnego życia, jego poziom, poziom zamożności, i możliwości, nie stawiał prawie nikogo w pozycji wyczekiwania na „coś jeszcze lepszego”, tym bardziej na coś z drugiej dekady XXI wieku. Wtedy tamto było lepsze.
Co do samych ozdób choinkowych, te „retro” bywały zazwyczaj gustowniejsze niż wiele współczensnych stylów choinkowych.