Inspektor Kluczyk i niedzielna krzyżówka

Mężczyzna w garniturze siedzi przy biurku, pisząc ołówkiem na kartce z krzyżówką, w tle regał z książkami, radio oraz lampa.

Przybyli na miejsce zbrodni. Przywitał ich miły stylowy ogród przed pięknym starym domem. Rozejrzeli się. Inspektor zauważył zmiażdżonego żywicznego jelonka leżącego obok głównej alejki. Figurka ogrodowa roztrzaskana na wysokości korpusu.

– Morderca musiał nienawidzić wszystkiego, co dobre i szlachetne – powiedział do technika kryminalistyki.

– Tak, jelonek wygląda gorzej niż denatka, która była prostytutką – odparł technik z lekko złośliwym uśmiechem.

– Dobrze, nie będziemy pobierać śladów z jelonka – odparł. Inspektor znów poczuł, że mówi za dużo przy „niewłaściwych osobach”. Jego nadmierna otwartość nie pasowała do zawodu, który wykonywał. Ale wykonywał z dużym powodzeniem od lat.

*****

Niedzielny wieczór w salonie Inspektora i jego żony. Muzyka jazzowa łagodnie płynie ze ściszonego radia. Anna czyta stary poradnik kulinarny, inspektor samodzielnie rozwiązuje krzyżówkę.

– Dlaczego w niedzielę nie wychodzą ci krzyżówki? – zapytała patrząc na Inspektora gryzmolącego niekończące się esy-floresy na marginesie gazety obok cotygodniowej krzyżówki, co było aż nazbyt oczywistym przejawem jego impasu w rozwiązywaniu słownej łamigłówki z niedzielnego dodatku do „Ekspresu Wieczornego”.

– Za mało adrenaliny w niedzielę.

– Racja, na co dzień masz jej o wiele za dużo. A morderca z domu z pięknym ogrodem już odnaleziony?

– Morderca obsesyjnie nienawidzi pięknych rzeczy.

– Ach, nie jest to wcale dziwnym – odparła.

– Niemniej prostytutka, którą zamordował, była złą kobietą. Szantażowała szanowanego ojca rodziny po tym, jak go spiła i zaciągnęła do pokoju na górze tzw. lepszego domu publicznego. Ty wiesz, jakie one są „lepsze”… Następnie, gdy spał, zrobiła zdjęcia. Klasyka. I teraz powiedz, czy szanowany ojciec rodziny mógłby zlecić morderstwo? I kto z nich jest gorszy? Prostytutka czy zleceniodawca? Kimkolwiek on jest.

– A jeśli to zleceniodawczyni? – zapytała.

– Jakim cudem?

– Żona, która już dowiedziała się o szantażu… choć nie wiemy jak… i zapragnęła zakończyć niepokój dręczący ukochanego męża.

– O, jaką Ty masz wyobraźnię, Anno.

– Tak, bardzo dobrą. I jeszcze Ci powiem, że sama mogła go zdradzać, dużo wcześniej i wcale nieprzypadkowo. A zleciła morderstwo, by i siebie ochronić… by ze łzami w oczach nie musiała przyznawać się do własnej zdrady… kiedyś, gdy spotkanie męża z kobietą lekkich obyczajów zostanie upublicznione (na przykład dotrze do gazet) lub gdy listonosz niespodziewanie przyniesie te zdjęcia do domu.

– No tak, czyli już mamy z głowy tę sprawę… przy pomyślnych wiatrach. Oj, chciałbym naprawdę mieć to z głowy. Dobrze, napijmy się wina i zjedzmy trochę pierniczków. I niech ksylofon nam jeszcze pogra. Ja tej krzyżówki i tak dziś nie rozwiążę. Utknąłem przy haśle „pejoratywnie o osobie, która nigdy nie wybacza”.

– Nie ma takiego słowa, Ambroży. Wydrukowali złą krzyżówkę. Paryska prasa niedzielna schodzi na psy.

– Nie wiem, Moja Droga, bo wydawało mi się, że jest… tylko ja zapomniałem. Przecież wszystko ma jakieś rozwiązanie.

***
luty/kwiecień 2026
ilustracja: „Iskierki” oraz AI/GROK/X

Inspektor Kluczyk i świąteczna katastrofa

Para siedząca przy świątecznym stole w dekorowanej jadalni, z choinką i kominkiem w tle. Na stole widać talerze z potrawami i świeczkę.

/groteska parakryminalna/

– Czy w Wigilię zdarzają się prawdziwe katastrofy? – zapytała żona inspektora, w chwilę po zjedzeniu pierwszych dań wigilijnych w pastelowym salonie ich przytulnego mieszkania, przytulnego aczkolwiek zapełnionego pamiątkami po wszystkich przodkach o jakich mieli pojęcie, i po wysłuchaniu niepokojących wiadomości radiowych, w których – w związku z napiętą sytuacją międzynarodową – znów straszono katastrofą atomową.

– Zależy jakie, bo moralna u nas prawie się wydarzyla – odparł inspektor.

– U nas?

– U nas w wydziale śledczym, w 1956 roku – odpowiedział. Zaginął kluczyk do schowka z narzędziami dekonstrukcyjnymi. Szukaliśmy wszędzie, nawet w torebce kochanki komisarza, która akurat wpadła na pozamałżeńską wigilię. Bez rezultatu.

– Narzędzia dekonstrukcyjne… Nie wiedziałam, że używa się takich w wydziałach śledczych. Co nimi dekonstruowaliście? Opony w samochodach przestępców?

– Nie, nie, nie… Zupełnie inne rzeczy. Dekonstruowaliśmy śledztwa konkurencji z sąsiedniej dzielnicy, czyli wydziału kryminalnego przy Rue du Mont. A teraz właśnie tego klucza nie było, teraz gdy niezwłocznie należało zepsuć ich śledztwo. Śledztwo w sprawie kradzieży lampek świątecznych z luksusowego domu towarowego w centrum miasta.

– Dlaczego zepsuć?

– By przed końcem roku mieli mniej rozwiązanych spraw niż nasz wydział, i byśmy to my, detektywi z Rue du Lac, zgarnęli nagrodę dla najlepszego zespołu w mieście. – Inspektor zrobił głupią minę, jakby poczuł się zakłopotany. – Ktoś ukradł wszystkie lampki z działu ozdób świątecznych na parterze wielkiego sklepu. Migające oraz niemigające. Puste półki, opróżniony magazyn, znikło kilkaset kartonów. Podejrzenie padło na nowego pracownika, ojca ośmioosobowej rodziny. Niemniej daleko do udowodnienia, zapewne bezsensowne insynuacje, a więc wystarczyłoby uruchomić nasze najprostsze narzędzie dekonstrukcyjne, czyli dysperser inwencji, małe prostokątne urządzenie emitująće fale alfa o częstotliwości 10 Hz, i skierować jego radiację na biurko oficera badającego sprawę. Urządzenie było wynalazkiem policyjnego inżyniera, wielbiciela powieści fantastyczno-naukowych, i już nie raz zakłóciło tok myślenia najbardziej inteligentnych śledczych z konkurencyjnego komisariatu. Jednakże teraz, w obliczu braku dostępu do dyspersera, musiałem sam popsuć śledztwo… czyli przeprowadzić rozmowę z nowo przyjętym pracownikiem, na którego padło bezsensowne podejrzenie, i któremu groziło niesłuszne, choć niewykluczone że słuszne, uwięzienie. Przekonać go, by nie dał się zastraszyć, i by skontaktował się z moim znajomym z prasy, który w swojej bulwarówce opisze te… no przecież niezbyt czyste naciski policji na jego osobę. – Inspektor uśmiechął się dobrotliwie do żony. – Ale gdyby jakimś trafem podejrzenie okazało się słuszne, wówczas ja sam doprowadziłbym do skazania tego człowieka przy pomocy szczegółowych informacji wyciągniętych od niego przez wspomnianego wcześniej znajomego z działu miejskiego „Ekspressu Wieczornego”.

– Do dziś nie wiedziałam, Ambroży, że aż tak intensywnie starałeś się o dobrobyt naszego gniazdka rodzinnego. Nałóż sobie jeszcze ryby z kurkami.

– Nałożę, jest pyszna… bo twoja. Posłuchaj co było dalej. Jeszcze w wigilię poszedłem do domu towarowego „Excellence” i na szczęście zastałem tam owego pracownika. Poszedłem mając w teczce pudełko z drewnianymi klockami dla jego dzieci. Klocki z literkami i zwierzątkami, są to jak wiesz ulubione klocki mojego dzieciństwa. Może przyniosą mi szczęście w śledztwie? Tyle że nie wiedziałem, jak zacząć. Musiałem improwizować. Wchodzę do gmachu sklepu i po paru krokach stoję przy zielono-czerwonym stoisku z całą tą świąteczną pstrokacizną, pozbawioną już jednak jakichkolwiek lampek. Tymczasem nowy pracownik pokazuje nakręcaną choinkę damie w średnim wieku, potem ozdobny świecznik komuś innemu, a gdy w końcu przyszła kolej na mnie mówię wprost:

– Pan zapewne wie, co stało się z lampkami, czyż nie?

– Nie ma już lampek… – odpowiedział z enigmatyczną zadumą.

– Tak, dziesiątki dzieci pozbawione radości na święta – odparł inspektor.

– Nie wszystkie dzieci. Wiele dzieci ma teraz czas radości.

– Co Pan powie… Pan coś wie o tej kradzieży?

– Pan wie, że wiem, więc muszę się przyznać.

– O, a jednak nie podejrzewałem.

– Brat żony mieszkający w biednej dzielnicy niedawno stracił pracę. W domu nieomal głód, do tego trójka maluchów bez choinki, bez prezentów, bez odrobiny ciepła i światła na święta. Dwóch chłopców i dziewczynka. Zabraliśmy lampki oraz parę ładnych drobiazgów. Tak, zabraliśmy, bo czyż nie zabiera się wielkim, by podarować odrobinę szczęścia malutkim? Nie jesteśmy jednak Robin Hoodami i aby odkupić grzech złodziejstwa podarowaliśmy światełka wszystkim dzieciom do piętnastego roku życia w jego dzielnicy.

– Och, a już miałem… Nie, komisarz Szkatuła o niczym się nie dowie, niech pan będzie spokojny. – Otworzyłem moją przedwojenną teczkę. – Proszę przyjąć klocki dla dzieci. I proszę dać mi adres siostry, jeśli nie ma pan nic przeciwko, zaniosę kolejne prezenty. Przyjął klocki i podziękował, ale nie zgodził się na podanie adresu siostry. Wydawał się wzburzony i zmęczony jednocześnie. Nie męczyłem go więcej a tylko stanowczo doradziłem kontakt z umówionym dziennikarzem z „Ekspresu”, co pomoże odpędzić śledczych i wyciszyć sprawę – może na zawsze.

– Ambroży, jakim ty jesteś dobrym człowiekiem… Dysperser, zapewne wielka tajemnica waszego komisariatu, okazał się zupełnie niepotrzebny – dzięki twojemu geniuszowi detektywistycznemu, a nade wszystko dzięki twojej wybitnej moralności!

– Dziękuję, Anno, tak bardzo serdecznie dziękuję… Każdy dzień zaczynam i kończę z myślą o Tobie, inaczej nie byłbym w stanie rozwiązywać tych wszystkich trudnych spraw i historii często moralnie przerażających. Czułość zamgliła oczy inspektora.

– Posłuchajmy kolęd w radiu – powiedział.

– Dobrze, posłuchajmy choćby do północy. A co z nagrodą? – zapytała.

– Złodzieje i mordercy z okolicy jakby zapadli w sen zimowy do Nowego Roku, więc nie było zagadek do rozwiązywania. W związku z tym zastojem doszło do remisu między komisariatami, nagroda wyjątkowo nie została przyznana, co prawie się nie zdarzam bo nadal, do dziś, walczymy o bezpieczniejsze… i sprawiedliwsze miasto.

***
grudzień 2025-marzec 2026; edytowane 22 marca 2026
ilustracja: „Iskierki” oraz AI/GROK/X

Inne opowiadania i szkice: https://iskierki.in/opowiadania

kolacja wigilijna, inspektor siedzi z żoną przy kwadratowym stole z białym obrusem, salon z kominkiem, choinka i stare meble - czarno-biały rysunek

Opowieści o zwierzętach: Zając – wstęp

Zając – jedno z najsympatyczniejszych stworzeń ze świata natury. Roślinożerny łąkowy harcownik. Radosne, niewinne stworzenie. Niemniej przed wiekami niesłusznie prześladowany jako nośnik zła i zepsucia.

„Człowiecze serce moje niewiele wie więcej.
Oprócz tego, że cierpi. Tego, że się boi –
Jakże mało się różnię od sarn i zajęcy
Moich braci strwożonych i sióstr biednych moich.”

~ Zofia Romanowiczowa (1922–2010) – polska pisarka, poetka i tłumaczka

„Zające szaraki są wyłącznie roślinożerne. Piją wodę ze zbiorników sporadycznie, najczęściej wystarcza im rosa z roślin, którymi się żywią. Wiosną i latem spożywają niewielkie nadziemne części roślin, jesienią mogą zjadać korzonki lub inny wydobywany spod ziemi pokarm roślinny. W zimie obgryzają gałązki drzew i krzewów, wczesną wiosną zjadają młode pędy. Zające szaraki nie kopią nor. Śpią w wyciśniętych podczas leżenia nieckach, które nazywa się kotlinkami. Odżywiają się zarówno w dzień, jak i w nocy. Wzrok mają raczej słaby. Ruch rozpoznają doskonale, nawet ze sporej odległości, ale nieruchome przedmioty rozróżniają słabo. W normalnych warunkach nigdy nie wydają głosu. Ich charakterystyczny głos, tak zwane kniazienie, można usłyszeć tylko wtedy, gdy są ścigane na przykład przez psa, lub są ranne i zagrożone. Nie boją się wody – w razie potrzeby potrafią pływać.”
/Zając szarak – Wikipedia/

Ilustracja: „A male and female Rocky Mountain Hares from 'The Quadrupeds of North America’.” (Samiec i samica zająca z Gór Skalistych z książki „Czworonogi Ameryki Pólnocnej”.) Okres wydawania: 1851-54.

/2023/

Obraz przedstawia dwa króliki górskie, jeden siedzący z przodu, a drugi lekko z tyłu na tle krajobrazu górskiego.
The quadrupeds of North America. v.1. New York,V.G. Audubon,1851-54. http://biodiversitylibrary.org/item/108513

PS
Kolejne wpisy prawdopodobnie za kilkanaście tygodni.

Jelenie i magnetyzm

Jelenie, uciekając przed zagrożeniem, kierują się na północ lub na południe. Czynią tak, by zapobiec wpadaniu na siebie w trakcie ucieczki, czyli – opóźnieniom w ewakuacji przed wrogiem. Jeleń posiada mechanizm umożliwiający wykrywanie biegunów magnetycznych Ziemi. W każdym razie jest to bardzo prawdopodobna hipoteza opisana w magazynie Swiatnauki.pl. A dokładniej to nie jelenie, ale jeleniowate, gdyż obserwacja dotyczyła europejskich saren, a jak już wiadomo sarna to nie jeleń.

Szkoda, że na te piękne i szlachetne (niedrapieżne) zwierzęta urządzane są polowania. Tak jakby człowiek współczesny, żyjący w krajach rozwiniętych, nie posiadał dość żywności. Używa się nawet określenia „zwierzęta łowne” i na dodatek są one własnością Skarbu Państwa.

Jeleń posiada wbudowany kompas, człowiek czasami nie ma wewnętrznego kompasu. Moralnego.

Z jeleniem wiąże się pewna legenda.

„Jeleń z krzyżem – legenda mająca swoje korzenie w przedchrześcijańskich mitach ludów śródziemnomorskich; rozgłos legendzie nadał zakon benedyktynów, występowała także w opowieściach o patronach myśliwych, takich jak św. Hubert czy św. Eustachy. Legenda ta związana była z różnymi kościołami i osobami historycznymi.

Myśliwy ściga jelenia, który nagle obraca się, krzyż ukazuje się między rogami a jeleń ludzkim głosem wzywa do postawienia kościoła w tym miejscu.”  /wikipedia/

Wysoki, brązowy jelonek biegnący przez zaśnieżony krajobraz z krzakami w tle.
Gustave Courbet – „Jeleń uciekający w śniegu”
Ilustracja przedstawiająca leśną scenę z domkiem w lesie, obok którego znajdują się sarny, lis oraz zające na tle zimowego krajobrazu.
Mikhail Belomlinsky, Wonders under the feet, 1967 / źródło
Ilustracja przedstawiająca różne gatunki jeleni i saren, z opisem ich cech, rozmiarów i stylu życia.

Porównanie jelenia szlachetnego i sarny europejskiej z opisem ich cech.

Jesienne śledztwa

/szkic/

Inspektor Kluczyk czuł, że zbliża się zimna, mokra i ponura jesień. Przeczuwał, że wraz z nią zbliża się ciężkie, smutne, przeszywające dreszczem grozy śledztwo. Może zabójstwo w małym drewnianym moteliku w górach; sprawa przy której brak jakichkolwiek śladów, poszlak… brak nawet ofiary. Tylko czuć, że stało się coś bardzo złego, mgliście mrocznego, przerażającego do szpiku jestestwa, coś co nie pozwala spać miejscowej społeczności. Nie pozwala nawet spokojnie mieszać cukru w herbacie.

Inspektor znał te klimaty. Wczesne poranki gęste od nowych podejrzeń; późne wieczory nadmiernie obciążone zmęczeniem i napięciem. Śledztwa po których przybywa siwych włosów i leków nasercowych w apteczce.

I pamiętał ból istnienia, jaki go w takich czasach ogarniał. Ktoś musiał to śledztwo przeprowadzić do końca, ktoś musiał być pierwszym poznającym straszną prawdę.

***
jesień 2016

czarny-kot
Autorka ilustracji – Anna Hollerer

Lisie klimaty

O czym myśli lisina, gdy zasypiać zaczyna? Przy grubym pniu sen miękki, niedaleko rodzinnej nory. Mech z drzew, suchość z liści, wilgoć z soczystej zieleni. Zielone pędy lisiego dzieciństwa. Tony ze snu małego liska.

Mały lisek śpiący na ziemi w lesie, w pobliżu korzeni drzewa.
Autor zdjęcia: Remo Savisaar, Estonia

A tu domek jak sprzed 100-150 lat i zaglądający do okna lis. Daleki wschód Rosji. (Lampa naftowa, wynaleziona w 1853 roku, do powszechnego użytku weszła w latach 1860-1865. /wikipedia/)

Lis na Kamczatce
Lis na Kamczatce (luty 2013) – Autor: Igor Shpilenok / źródło1 + źródło2

Obrazek przywołał klimat niektórych opowieści z cyklu „Zapiski myśliwego” (z lat 1846-1874) rosyjskiego klasyka Iwana Turgieniewa.

Lis podchodzący do okna, w rezerwacie przyrody na Kamczatce, sfotografowany przez Igora Shpilenoka, który mieszkał tam przez kilka lat. Igor, poza stronami i blogami w języku rosyjskim oraz angielskim, ma też blog fotograficzny w języku polskim.

Poniżej dzikie zwierzę kontra jeszcze dziksza natura. Silny wiatr przeczesuje futro lisa. Kamczatka jest krainą wiatru. Zamiecie śnieżne często zdarzają się nawet przy jasnym, czystym niebie. Autor zdjęcia był kilkukrotnie przewrócony przez taki wiatr.

Lis na wietrze, Kamczatka
Lis na wietrze, Kamczatka – Autor: Igor Shpilenok / źródło1 + źródło2

Lisia symbolika

„Lis symbolizuje złodziejstwo, oszustwo, fałsz, obłudę, niewdzięczność, egoizm, tchórzostwo, żarłoczność, krwiożerczość, pochlebstwa, podstęp, fortel, obłudę, chytrość, przebiegłość, spryt, samochwalstwo, płodność, cierpliwość, ostrożność, skrytość.” /źródło: bryk.pl/

„Lis bywa symbolem działania „Ruch oburzonych” i organizacji alterglobalistycznych.” /źródło: Lis rudy/

„Lis jest znakiem sprytu i przebiegłości w wielu kulturach, występuje w licznych bajkach i podaniach.” /Lis/

Niektóre przysłowia i cytaty z lisem

„Lisowi, choć już położony, jeszcze nie dowierzaj”

„Lis lisa okpił.”

„Lisy tylko sierść odmieniają, nie obyczaje.”

„Nie jedną dziurę miewa lis do jamy.”

„Starego lisa trudno ułapić.”

„Więcej się zyska lisim ogonem jak lwim pazurem.”

„Nie wygrywa wielkiej batalii ten, kto poprzestanie na prostocie lwa. Trzeba być do tego na równi lwem i lisem, który wyczuwa sieć.” (Niccolo Machiavelli)

„Słowicze wdzięki w mężczyzny głosie, a w sercu lisie zamiary.” (Mickiewicz)

Małe są śliczne.

małe lisy w lesie
Lisy w Polsce – Autor: „zawas” / źródło

A ten jest bajkowy… w końcu lis pojawia się w niejednej bajce czy baśni.

lis w lesie
Autor zdjęcia: Robert Adamec, Czechy

Lis

Lis (lis pospolity, lis rudy łac. Vulpes vulpes) – gatunek drapieżnego ssaka z rodziny psowatych (Canidae). Występuje na półkuli północnej, w części Azji, w Europie, Ameryce Północnej i północnej Afryce. W XIX wieku został wprowadzony do Australii, gdzie jest obecnie jednym z największych szkodników (gatunek inwazyjny). (…) Pomimo nazwy gatunkowej, często zdarzają się inne niż rude umaszczenia co jest skutkiem częstych zmian w materiale genetycznym, łącznie z albinizmem i melanizmem.” /źródło: Lis rudy/

Inne opowiadania i szkice: https://iskierki.in/opowiadania/

Miś

„Jedną z najdziwniejszych spraw w życiu jest to, co sobie człowiek zapamiętuje.” (Agatha Christie)

„Kto cierpi, ma pamięć.”  (Cyceron)

Skończyło się. Najważniejszy związek w jej życiu. Odszedł. Pozostał miś na szafce przy łóżku. Kupiła go w końcowym okresie walki o jego miłość. Miś jest z recyklingu i z second-handu. Kupiony za złotówkę na targowisku; na stoisku z używanymi towarami, wyciągnięty z szaro-żółtego kartonu stojącego na ziemi. Wykonany z syntetycznych, używanych materiałów. Niedopracowany artystycznie, krzywo zszyty. Niskiej jakości i wielkiego serca. Odwrotnie niż mężczyzna, który ją opuścił. Przypomina skromne zabawki z jej prowincjonalnego dzieciństwa w czasach komunizmu. Do miasteczka docierały gorsze towary i gorsze zabawki. Piękne, te w lepszym stylu i gatunku, były do zdobycia w stolicy.

Małe miasteczko. Małe sklepiki. Zwykłe towary, wąski asortyment, szare półki. W środy sklepy zamykano o dwie godziny wcześniej, tak jak w  soboty i dni przedświąteczne: o trzeciej lub czwartej po południu. To dawało dwie dodatkowe godziny ciszy, a jesienią i zimą – mniejszej ilości światła na przysklepowych uliczkach. Prawie wszystko zamknięte wcześniej, ludzie wracają do domów, stoją na przystankach, ale brak sobotnich pijaków i awantur; brak nastroju święta związanego z nadchodzącym dniem wolnym od pracy. Tamta przyspieszona cisza wydaje jej się teraz czymś ważnym. Nie do końca rozumie, dlaczego lubiła „krótki dzień handlu”. Może czegoś nie pamięta. Może polubiła go dopiero teraz. Miś przyniósł ze sobą tamten klimat. Miś jest posłańcem z jej nie do końca rozszyfrowanego dzieciństwa. Jest dobrym pocieszycielem. Umie współczuć, choć jego suche, pluszowe łzy są niewidoczne.

/2012/

stare pluszowe misie (mały i duży) oraz drewniany klocek - rysunek
Grafika: „Iskierki” oraz AI/GROK/X

Inne opowiadania i szkice: https://iskierki.in/opowiadania/

Mistyk

— „Twój czas ograniczony. Banalność zła każe mi przyjąć na siebie cierpienie do końca życia.”

Towarzyszy mi w dworcowej poczekalni, gdy spóźniam się na pociąg i zamawiam kawę. Rzadko coś mówi.

/ze snu/

„Obraz przedstawia pociągi na dworcu i wznoszące się nad nimi obłoki pary. Kontrast między lekkością pary, a masą maszyn, w połączeniu z atmosferą tajemniczości związaną z podróżami i ciągłym ruchem panującym na dworcu był tym, co w największym stopniu fascynowało twórców w tamtym czasie.”

/z Wikipedii/

Malowidło przedstawiające stację kolejową z parnymi pociągami, unoszącymi się kłębami pary i dymu, oraz postaciami ludzi na peronie.
Claude Monet – „Dworzec Saint-Lazare” (1877), via Wikimedia Commons