Dlaczego ludzie „wyglądają” jak swoje imię?

Dlaczego ludzie „wyglądają” jak swoje imię? Marzena zazwyczaj wygląda jak typowa Marzena, Urszula jak Urszula, Zuzanna jak Zuzanna, itd.

Czy rodzice wybierają imię pasujące do twarzyczki dziecka, czy raczej to dzieci, a potem już dorośli, dopasowują się do stereotypów związanych z konkretnym imieniem?

Wyniki badań naukowych sugerują, że to drugie. Choć myślę, że odpowiedź na pytanie wcale nie jest prosta, i że trzeba szukać rozmaitych tropów również na pograniczu parapsychologii. Niemniej opisane poniżej badania wskazują, że nasza niezależność, czy wolność wyboru, jest bardziej ograniczona niż by się wydawało.

Oto fragmenty artykułu sprzed kilku lat pt. „’Wyglądasz jak Clare.’ Fascynujący powód, dla którego ludzie 'wyglądają’ jak swoje imię.” (2017):

„Badanie wykazało korelację między imionami ludzi a ich wyglądem i uważa się, że dzieje się tak dlatego, że a) imiona są powiązane kulturowo, więc na przykład 'Heather’ (’Wrzos’) prawdopodobnie będzie rasy białej oraz b) każde imię wiąże się ze stereotypowymi oczekiwaniami, a ludzie z biegiem czasu nieświadomie przejmują te cechy.

Psycholog Yonat Zwebner, główna autorka badania, stwierdziła: 'Każde imię wiąże się z cechami charakterystycznymi, zachowaniami i wyglądem, dlatego też ma znaczenie i ma wspólny schemat w społeczeństwie’.

Te stereotypy dotyczące imion obejmują prototypowy wygląd twarzy, dzięki czemu mamy wspólną reprezentację 'właściwego’ wyglądu skojarzonego z każdym imieniem. […]

Dr Ruth Mayo, współautorka badania, podsumowała: 'Od chwili urodzenia podlegamy strukturyzacji społecznej, nie tylko ze względu na płeć, pochodzenie etniczne i status społeczno-ekonomiczny, ale także na skutek prostego wyboru, jakiego dokonują inni, dając nam nasze imię.’

Zasadniczo nasze imiona stają się samospełniającą się przepowiednią: nasze imię (które autorzy nazywają 'znakiem społecznym’) wpływa na sposób, w jaki jesteśmy postrzegani oraz sposób, w jaki ludzie wchodzą z nami w interakcje i traktują nas, co z kolei wpływa na nasze postrzeganie siebie, osobowość i wybory, których dokonujemy w związku z naszym wyglądem fizycznym. […]

Ale to nie wszystko – badania Zwebner wykazały również, że osoby o tym samym imieniu w rzeczywistości mają podobne cechy fizyczne wokół oczu i w kącikach ust.”

Link do artykułu: https://www.mamamia.com.au/why-do-people-look-like-their…/

/Po raz pierwszy tekst ukazał się 12 października 2023 na facebookowej stronie mojego bloga. Tu wprowadziłam trzy drobne korekty./ link do pierwotnego tekstu na Facebooku >>

mama gra na gitarze, dwie małe córeczki śpiewają ze śpiewnikiem, stara ilustracja z XIX wieku
„Kolęda” / „The Christmas Carol” (1888) by Hatch Lith Co. Original from Library of Congress. Digitally enhanced by rawpixel

Woda w telewizorze

Woda w telewizorze, czyli lanie wody i stąd już blisko do robienia wody z mózgu… Ale tym razem chodzi o coś innego. Grafikę wyjęto z dawnego dwutygodnika satyrycznego „Karuzela” (1957-1992). Obrazek będzie od razu zrozumiały dla osób pamiętających zakłócenia w starych telewizorach – głównie w epoce PRL-u i trochę później.
„Fale” zamiast obrazu miały związek z ówczesną techniką emisji sygnału telewizyjnego (nie-cyfrową) oraz z nierzadkimi wówczas problemami z otrzymaniem dobrego sygnału z anteny. Tak mi się przynajmniej wydaje, na mój średniotechniczny rozum.

Zakłócenia obrazu telewizyjnego miewały różną reprezentację graficzną: najczęściej chyba typu „śnieg” lub „fale”. Śnieg w telewizorze występuje również obecnie, fal już nie widuję. A swoją drogą, śnieg pojawił się wczoraj wszędzie – mały początek zimy.

Systemy grzewcze w siedzibach ludzkich bywały w tamtych czasach zawodne.

tomasz-sobczak-karuzela
Autor: Tomasz Sobczak; z czasopisma „Karuzela”

Telewizor
Telewizor „Fala” – początek lat 60. / źródło: stare-telewizory.republika.pl

***
Systemy emisji sygnały telewizyjnego /wikipedia/

Samotność długodystansowca

„Samotność długodystansowca”, pamiętny film Tony’ego Richardsona z 1962 roku, według opowiadania Alana Sillitoe (1928-2010).

Życie jako bieg długodystansowy. Ale jednocześnie bieg z przeszkodami i seria sprintów. Może coś jeszcze – jakiś inny rodzaj biegu lub sportu. Zmagania człowieka z czasoprzestrzenią życia wydają się łatwe do opisania. Tak wiele analogii i porównań pod ręką. Linearność i wysiłek. Nabieranie sił, pełny bieg i wygasanie pędu. Cały nasz świat wydaje się siecią powiązań i połączeń.

Metafory którymi żyjemy… Które nas czegoś uczą?  („Metafors we live by” – George Lakoff i Mark Johnson’s, Metaphors We Live By /1980/)

***
Główny bohater filmu, Colin Smith, mówi:

„Bieganie zawsze było czymś ważnym w naszej rodzinie, zwłaszcza uciekanie przed policją. Trudno to zrozumieć. Wiem tylko, że trzeba biec – biec nie wiedząc czemu, przez pola i lasy. A znak mety nie ma końca, nawet jeśli rozszalałe tłumy wiwatowałyby jak opętane. Tym jest samotność długodystansowca.
/moje tłumaczenie wstępu do filmu, na wideo poniżej/

“Running has always been a big thing in our family, especially running away from the police. It’s hard to understand. All I know is that you’ve got to run – run without knowing why, through fields and woods. And the winning post’s no end, even though barmy crowds might be cheering themselves daft. That’s what the loneliness of the long distance runner feels like.”

Świąteczno-noworoczne porady ze starego czasopisma

W jaki sposób można było spędzić święta Bożego Narodzenia w roku 1973? Gazety i czasopisma podpowiadały jak. Oto końcowy rozdział dłuższego artykułu dotyczącego okresu świąteczno-noworocznego z dwumiesięcznika „Uroda”, nr 6/1973 (Wydawnictwo „Watra”).

Jak widać poniżej, mówiło się wtedy, całkiem niedawno jeszcze: „zapalić telewizor” oraz „przy radio”. Styl tekstu jest charakterystyczny dla epoki wcześniejszego PRL-u – ton wychowawczo-poradniczy z odrobiną staroświeckości. Ogrom migracji ludności ze wsi do miast w latach 70-tych (epoka Gierkowska) niósł chyba ze sobą konieczność udzielania porad dotyczących stylu bycia i życia, a więc myślę, że takie teksty miały niemały sens i nie były tylko wypełniaczami kolumn. Zresztą PRL przez cały czas swego trwania „wychowywało ludzi”.

Przeglądałam to czasopismo we wczesnym dzieciństwie, od momentu gdy było kupione, a nawet trochę czytałam.

Autorzy popisani pseudonimami; tylko jedną autorkę udało mi się zidentyfikować. Ilustracja pochodzi z tekstu, a pod ilustracją – okładka tego numeru „Urody” (fotografie, nie skany). Pogrubienia i kapitalizacja w tekście identyczne z oryginałem, tekst był umieszczony w dwóch szpaltach.

„Okres między świętami a sylwestrem jest dla gospodyń nieco relaksowy. W lodówce są jeszcze poświąteczne zapasy, mieszkanie nie wymaga nadmiernej pracy, bo zostało generalnie wysprzątane. Jest to świetna okazja aby zadbać o siebie i przed sylwestrem, zastosować wszystkie, niezbędne zabiegi upiększające. Na tę uroczystą noc warto być wypoczętą i w dobrym humorze, bo to pomyślna wróżba na nadchodzące 12 miesięcy. O północy, gdy podniesiemy kieliszek szampana, witając nadchodzący rok, musimy wierzyć, że życzenia składane w atmosferze miłości, zgody i życzliwości zostaną na pewno spełnione.

Do tego toastu przyłącza się również zespół redakcji „Uroda”, życząc naszym Czytelniczkom i Czytelnikom Szczęśliwego Nowego Roku.

ŚWIĘTA NA 5 SPOSOBÓW

Przy mężu. Jeśli zjadł obfite śniadanie, trudno go będzie raczej namówić na przedsylwestrowy trening taneczny lub na „łamanie głowy” przy rozwiązywaniu krzyżówki we dwoje. Na pewno jednak mąż nie pogardzi filiżanką mocnej kawy, a po niej — spacerkiem dotleniającym, na który w powszedni dzień zawsze brakuje Wam czasu. Oszczędźcie sobie jednak w świąteczne, małżeńskie tête-à-tête rozmów na temat budżetowych kłopotów, trudności wychowawczych i rozmaitych wad charakterologicznych jednej czy drugiej matki (czyli teściowej), wybierając raczej tematy bezkonfliktowe, choćby nawet dotyczyły wyłącznie pogody.

W objęciach Morfeusza świętować nie należy, bo wtedy, po świętach, ma się wrażenie bezpowrotnego zmarnowania paru wolnych dni, nie mówiąc o tym, że przed wizytą u znajomych czy przyjęciu gości we własnym domu sen wcale nie daje uczucia wytchnienia, przeciwnie — wprawia w stan otępienia. Jeśli już chcemy naprawdę odpocząć — nauczmy się sztuki 15-minutowego relaksowania, co przynosi rewelacyjne wyniki: odświeża psychicznie i fizycznie, pozwala wyjść z nowym zapasem sił na spotkanie świątecznych wizyt.

Przy radio. Jeśli za późno pomyślałyśmy o kupieniu biletów do teatru lub jeśli dojazd do miasta na spektakl jest dla nas zbyt dużym problemem — urządźmy sobie teatr w domu. usiądźmy wygodnie w fotelu, zapalmy lampkę, przygotujmy dobrą herbatę, niski stołeczek do oparcia nóg i włączmy radio — tak, właśnie radio — o tej godzinie, w której nadawane jest interesujące słuchowisko. To przedstawienie nie wymaga wyjazdu i powrotu do domu późnym wieczorem, przynosi natomiast pełny odpoczynek i gwarantuje odprężenie psychiczne, o które nam tak bardzo chodzi.

Ze wspomnieniami. Kto szuka nieco oryginalniejszego źródła radości, niech sięgnie do szuflady, gdzie przechowywane są albumy rodzinne lub zdjęcia ze wszystkich, minionych wakacji. Oto pan domu jako niemowlę, oto pani domu na tle Karkonoszy w sukience, która teraz wydaje się sprzed potopu, oto grupa wycieczkowa na karnawał w Budapeszcie — ten w futrzanej czapce, to pan Kowalski, pamiętacie, jakie opowiadał świetne dowcipy? Oto wy i trzy zaprzyjaźnione rodziny przed namiotem na campingu pod Dreznem. Wspominkom nie ma końca, a ich rezultatem jest twarda decyzja odkładania już zaraz, od pierwszego dnia po świętach, jakiejś sumy miesięcznie do PKO, na nową wycieczkę, czy ciekawy wyjazd.

Z książką i telewizorem. Jest to forma świąt coraz bardziej popularna, dająca odpoczynek bez wrażenia gnuśnienia, jak podczas drzemki pod pledem. Aby taki cel osiągnąć, nie wolno bezkrytycznie przesiadywać przed szklanym ekranem od rana do wieczora, dopóki sympatyczna pani czy pan nie powiedzą nam dobranoc. Warto natomiast wybrać z programu interesujące nas pozycje i tylko wtedy zapalać telewizor. Coś do czytania nie może być przypadkowo wybrane z półki. Przygotujmy sobie na święta taką lekturę, na którą od dawna mieliśmy ogromną ochotę, natomiast brakowało nam czasu. Jeśli o mnie chodzi, już od dwóch tygodni mam zarezerwowaną w wypożyczalni pozycję o Dagny Przybyszewskiej i kryminał do poduszki.
A.R. i H.Cz” [Hanna Czachowska – przyp. autorki bloga]

ilustracja_Uroda_6-1973
Ilustracja, dwumiesięcznik „Uroda” 6/1973

Okładka dwumiesięcznika "Uroda"
Okładka dwumiesięcznika „Uroda”, 6/1973

Boris Vian, zabawa językiem i sensem

Początek „Czerwonej trawy” (1950) Borisa Viana. Tak mnie kiedyś zachwycił, że przeczytałam całość powieści, nawet dwa razy. Gra słowem, zabawa znaczeniem. Poezja prozy, absurd treści. Muzyka słowa i wibracja znaczeń. Coś wpadającego w surrealizm.

„Wiatr, ciepły i senny, uderzał w okno pękiem liści. Zafascynowany Wolf przyglądał się skrawkowi dnia, który od czasu do czasu odsłaniała poruszana wiatrem gałąź. Bez powodu drgnął nagle, oparł ręce o brzeg biurka i wstał. Przechodząc zaskrzypiał klepką parkietu, po czym dla wyrównania efektu cicho zamknął drzwi. Zszedł po schodach, znalazł się na dworze i jego stopy zetknęły się z ceglaną aleją obrzeżoną pokrzywami o dwudzielnych liściach, prowadzącą do Kwadratu poprzez czerwoną trawę tej okolicy.

Sto kroków dalej maszyna wrzynała się w niebo konstrukcją z szarej stali, znacząc je nieludzkimi trójkątami.”

/tłum. Elżbieta Jogałła/

Z Wikipedii:

„W swoich utworach Vian chętnie posługiwał się absurdem i czarnym humorem. Jego teksty są pełne surrealistycznych scen oraz błyskotliwych gier słownych.” /źródło/

A po co to wszystko? Może dla formy samej? Ale gdy jest forma, to zaraz pojawia się treść. I potem trzeba ją zinterpretować.

Linoryt przedstawiający zarys dwóch twarzy wizualnie połączonych z rękami w minimalistycznym stylu.
Franciszka Themerson – „Concord” (1962)
Ilustracja przedstawia mężczyznę stojącego na szczycie stosu mebli, w tym stołu i szafki, z rękami uniesionymi w górę. Obok niego stoi chłopiec z podniesionymi rękami. W tle widoczny jest księżyc.
Franciszka Themerson, ilustracja do tekstu „Pan Tom buduje dom” Stefana Themersona (1950) / źródło
Okładka książki 'O stole, który uciekł do lasu' autorstwa Stefana Themersona, z ilustracją stołu i kolorowymi elementami graficznymi.
Okładka – „O stole, który uciekł do lasu” / Stefan Themerson ; il. Franciszka Themerson. – Warszawa ; „Nasza Księgarnia” (1963) / źródło