„Sądzę, że dla swej ucieczki Mały Książę wykorzystał odlot wędrownych ptaków.”
Antoine de Saint-Exupéry – „Mały Książę”
Nie wiem, czy na planecie Małego Księcia wtedy była jesień. Świat opowieści jest jakby bez czasu, choć większość wydarzeń układa się w porządku chronologicznym. Jednak odejście Księcia z planety było zdarzeniem z kategorii rzeczy smutnych, jesiennych, i mam wrażenie że wędrowne ptaki spełniają tam podwójną rolę.
W naszym świecie zaczynają odlatywać bociany i wszelkie ptaki wędrowne. Melancholia. Koniec lata zdarza się co roku. Coś przemija, ale nie do końca. Połowicznie. Bociany odlatywały co roku, potem wracały. Smutek miesza się z optymizmem, nadzieją.
Czas linearny często przepełnia nas lękiem lub smutkiem, czas cykliczny nadaje sens istnieniu. Coroczna opowieść o porach roku jest opowieścią o wieczności. W tym roku koniec lata mnie zaskoczył. Tak jakbym zapomniała, że o tej porze pojawią się pierwsze symptomy jesieni.
Na przydrożnym krzyżu
Chrystus cierpi prostą męką
daleki mu kunszt Wita Stwosza
Donatella czy Berniniego
Zatrzymał się wśród pól
w czasach pańszczyźnianego folwarku
przeszedł kolektywizację i mechanizację
i nic co wiejskie nie jest mu obce
Wybaczył brak zapachu
sztucznym kwiatom u podnóża
i warkotowi aut częstszemu
niż dzwony na Anioł Pański
Wznosi drewniany wzrok do nieba
poranionego smugami odrzutowców
i płacze łuskami farby
nad losem ludzi
którzy mijają go w pośpiechu
bo nie wiedzą co czynią
. napisał Leszek Wójcik
wyróżnienie w konkursie „Dać świadectwo” 2007 Kraków
Dlaczego taka bezczynność w senacie?
Senatorowie siedzą – czemuż praw nie uchwalą?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
Na cóż by się zdały prawa senatorów?
Barbarzyńcy, gdy przyjdą, ustanowią prawa.
Dlaczego nasz cesarz zbudził się tak wcześnie
i zasiadł – w największej z bram naszego miasta –
na tronie, w majestacie, z koroną na głowie?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
Cesarz czeka u bramy, aby tam powitać
ich naczelnika. Nawet przygotował
obszerne pismo, które chce mu wręczyć –
a wypisał w nim wiele godności i tytułów.
Czemu dwaj konsulowie nasi i pretorzy
przyszli dzisiaj w szkarłatnych, haftowanych togach?
Po co te bransolety, z tyloma ametystami,
i te pierścienie z blaskiem przepysznych szmaragdów?
Czemu trzymają w rękach drogocenne laski,
tak pięknie srebrem inkrustowane i złotem?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
a takie rzeczy barbarzyńców olśniewają.
Czemu retorzy świetni nie przychodzą, jak zwykle,
by wygłaszać oracje, które ułożyli?
Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
a ich nudzą deklamacje i przemowy.
Dlaczego wszystkich nagle ogarnął niepokój?
Skąd zamieszanie? (Twarze jakże spoważniały.)
Dlaczego tak szybko pustoszeją ulice
i place? Wszyscy do domu wracają zamyśleni.
Dlatego że noc zapadła, a barbarzyńcy nie przyszli.
Jacyś nasi, co właśnie od granicy przybyli,
mówią, że już nie ma żadnych barbarzyńców.
Bez barbarzyńców – cóż poczniemy teraz?
Ci ludzie byli jakimś rozwiązaniem.
ile razy człowiek współczesny
może utracić godność
no więc tak
zaraz jak się ta cała
historia przez małe h
skończy
zabiorę się do roboty
co? tak
jeszcze raz zabiorę się do roboty
tak! będę się uczył chińskiego
czy warto
oczywiście
wielki patriota
poeta Lu-jou
żył w okresie
1125-1210
kiedy Mongołowie podbijali
Chiny
napisał
9300 wierszy
w tym czasie w Chinach
pisało się wiersze
z góry na dół
i od prawej strony do lewej
nie używano żadnych znaków
. styczeń 1968 napisał Tadeusz Różewicz
***
Za niecały tydzień wybory prezydenckie. Jeszcze nie wiem, czy „teraz” to historia przez małe „h”, czy przez duże. Nie mam takiej pewności, jaką miał Różewicz.
Ludzie, idee. Idee, ludzie. Człowiek tworzy ideę. Idea stwarza człowieka. Historia. Zobaczymy, może nie skręci zbyt gwałtownie.
Łowiąc z łodzi na szerokiej rzece Wydobyto zwłoki, jej czarne włosy jak ogromny chwast, Hak utkwił w czarnym kirze o niezwykłych wzorach.
Znaleźli się inni. Ludzie setkami otoczyli łódź, Niektórzy odwracali się, ich twarze białe jak poduszki. Zgubiłem wiosła, i rzeka przyspieszyła.
Na ścieżce flisackiej setki mężczyzn Pędziło razem z odpływem, śpiewając i, od niechcenia, Wpychając czasem jakichś nieszczęsnych głupców do rzeki.
Śmierć, najlepsza ze wszystkich misteriów, Warstwa po warstwie złuszcza twoją tajemnicę, Aż wszystko, co zostaje, to muł nie do wyjaśnienia.
Za późno, to ja sam. Za późno, moje serce to wspaniały szczyt. Za późno, wszyscy martwi w rzece to moi przyjaciele. . napisał Douglas Dunn tłumaczył Piotr Sommer
Pozostawiając za sobą miasto i złupione
Pola, zdążaliśmy z wolna w stronę gór.
Nasze ubrania w strzępach, nasze
Ciała palące od ran. Co jakiś
Czas trzeba było napoić konia.
Nasz chłopski wóz był napełniony słomą. Pod
Nią, prawdziwy ładunek.
Żołnierze drwili z nas. Po
Przeszukaniu jednak, pozwolili nam odjechać.
Nie odważyliśmy się zatrzymać ani obejrzeć.
Ale z boku wozu
Spływała miarowo wąska struga krwi,
Tam gdzie najbardziej pijany strażnik
Wbił w słomę bagnet.
. napisał Stewart Conn
tłumaczył Piotr Sommer
***
I porzuciwszy gniew, nadzieję, pychę,
Wolni od pragnień i wolni od burz,
Dziękczynnych westchnień ślemy modły ciche,
Ktokolwiek jest tam pośród gwiezdnych głusz,
Za to, że minąć dniom żywota dano,
Za to że nigdy raz zmarli nie wstaną
i rzek gwałtownych nurt zmącony pianą,
Zawinie kiedyś w głąb wieczystą mórz.
. „Ogód Prozerpiny” – zakończenie napisał Algernon Charles Swinburne
tłumaczył Wilam Horzyca
„Ogród Powązki” – Zygmunt Vogel (1764-1826)
„Garden of Proserpine” – całość W komentarzach pod tym wpisem pojawił się jeszcze cały „Ogród Persefony” w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka.
Wake
gently this morning
to a different day.
Listen.
There is no bray
of buses,
no brake growls,
no siren howls and
no horns
blow.
There is only
the silence
of a city
hushed
by snow.
. napisała Lilian Moore
„Jest tylko cisza miasta ukojonego przez śnieg.” /free foto/