Przepis na cały rok

Zanim pojawią się nowe tematy, jeszcze jeden zaległy wpis ze stycznia. „Przepis na cały rok”, którego autorką jest Catharina Elisabeth Goethe, matka słynnego Johanna Wolfganga Goethe’go. Brzmi jak przepis na życie z ery „przedpsychologicznej”.

Recepta na cały rok

Bierzemy 12 miesięcy,
oczyszczamy je dokładnie
z goryczy, chciwości, małostkowości i lęku,
po czym rozkrajamy każdy miesiąc
na 30 lub 31 części tak, aby zapasu
wystarczyło dokładnie na cały rok.

Każdy dzień przyrządzamy osobno
z jednego kawałka pracy
i dwóch kawałków pogody i humoru.

Do tego dodajemy trzy duże łyżki
nagromadzonego optymizmu,
łyżeczkę tolerancji,
ziarenko ironii i odrobinę taktu.

Następnie całą masę polewamy dokładnie
dużą ilością miłości. Gotową potrawę
przyozdabiamy bukietem uprzejmości
i podajemy codziennie z radością
i filiżanką dobrej, orzeźwiającej herbatki.

/Catharina Elisabeth Goethe, autor tłumaczenia nieznany/

Inna myśl Pani Goethe:

„Nawet gdybyś dał człowiekowi wszystkie wspaniałości świata, nic mu to nie pomoże, jeśli nie ma przyjaciela, któremu mógłby o tym powiedzieć.”

Nowy Rok, stare kartki noworoczne, bratki, jemioła, śnieg, płytki z Delft
stara kartka noworoczna, A Bright New Year
Nowy Rok, stare kartki noworoczne, ptaki, śnieg, jemioła
stara kartka noworoczna, Radosnego Nowego Roku

Pocztówki pochodzą ze strony: VintageHolidayCrafts.com

Walentynki

O miłości trudno mówić, jeszcze trudniej pisać.
Pisać o jej istocie, sensie i sile.
Chętnie się ją obserwuje. W filmie, literaturze i w życiu.
A najlepiej przeżyć ją samemu. I na stałe wpleść w swoją egzystencję.
To też nie jest proste.

Walentynki, Miś, Serce
źródło grafiki

Stare kartki noworoczne

stara kartka noworoczna, samochód
stara kartka noworoczna, Szwecja, 1909
stara kartka noworoczna, koty
stara kartka noworoczna, 1911

Stare kartki noworoczne. Wyłącznie noworoczne, nie bożonarodzeniowo-noworoczne.

Bogactwo symboli i motywów, a głównie bogactwo pomysłów i rozwiązań graficznych, czego mam wrażenie brakuje w dzisiejszych kartkach noworocznych, papierowych czy elektronicznych. Podejrzewam, że sprzedaż pocztówek była wtedy bardziej opłacalna, stąd ich obfitość.

Jestem po obejrzeniu całkiem sporej ilości starych kart, głównie sprzed I wojny światowej, w kilku miejscach w sieci. Najwięcej znalazłam na tej stronie. Można również tam znaleźć parę osobliwości. Zamieściłam trzy. Niestety zupełnie nie oddaje to bogactwa całości.

stara kartka noworoczna, bałwan i skrzat
stara kartka noworoczna, Niemcy

Jeszcze w kartach z lat 60-tych odnajduję echo tych starych klimatów. Potem, od lat 70, zaczęły królować mniej ciekawe pocztówki (świąteczne) z fotografi. W każdym razie tak mogę orzec na podstawie materiału badawczego, jaki mam w domu. Sama pocztówka pojawiła się na świecie w okolicach roku 1870.

Oglądając szerszy wybór wszystkich tych kart nie udało się uniknąć refleksji typu:

„To część tego pięknego świata, który  umarł wraz z początkiem Pierwszej Wojny Światowej.”

 

Religie

„Gdy motłoch przylgnie do jakiegoś mitu, spodziewajcie się rzezi albo, co jeszcze gorsze, nowej religii.”

— Emil Cioran („Sylogizmy goryczy”)

Niektóre mity stały się zaczątkiem zarówno religii, jak i rzezi. Najbliższe naszej kulturze – mit boga narodu wybranego i mit Zmartwychwstania. Ale także mit czystej rasy czy mit nieomylności nauki. Jedynym usprawiedliwieniem dla motłochu jest kierujące nim dążenie do poczucia bezpieczeństwa, prawdy, sprawiedliwości, harmonii, świętości i tym podobnych.

Boże Narodzenie
Boże Narodzenie

K. I. Gałczyński – „Przed zapaleniem choinki”

[…]
A podobno jest gdzieś ulica
(lecz jak tam dojść? którędy?)
ulica zdradzonego dzieciństwa,
ulica Wielkiej Kolędy.
Na ulicy tej taki znajomy,
w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie,
stoi dom jak inne domy,
dom, w którymżeś się urodził.
Ten sam stróż stoi przy bramie.
Przed bramą ten sam kamień.
Pyta stróż: „Gdzieś pan był tyle lat?”
„Wędrowałem przez głupi świat.”
Więc na górę szybko po schodach.
Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda.
Przy niej ojciec z czarnymi wąsami.
I dziadkowie. Wszyscy ci sami.
I brat, co miał okarynę.
Potem umarł na szkarlatynę.
Właśnie ojciec kiwa na matkę,
że już wzeszła Gwiazdka na niebie,
że czas się dzielić opłatkiem,
więc wszyscy podchodzą do siebie
i serca drżą uroczyście,
jak na drzewie przy liściach liście.
Jest cicho. Choinka płonie.
Na szczycie cherubin fruwa.
Na oknach pelargonie
blask świeczek złotem zasnuwa,
a z kąta, z ust brata płynnie
kolęda na okarynie:
LULAJŻE, JEZUNIU
MOJA PEREŁKO,
LULAJŻE, JEZUNIU,
ME PIEŚCIDEŁKO.

(fragment)
/Konstanty Ildefons Gałczyński, 1947/

Nowy Rok

90. urodziny Tadeusza Różewicza

Frans Hals

Hals żebrak
życiorys pogrążony
w ciemnościach

szmaty iskanie
w domu noclegowym
za rogiem
albo pod ścianą

nigdy in trono

jak Rubens
Velázquez
Van Eyck

podejrzany

odzyskuje swą godność
w jednym spojrzeniu

w portrecie

/napisał Tadeusz Różewicz/

Portret Fransa Hals (1582-1666). Kopia autoportretu. Z Indianapolis
Portret Fransa Hals (1582-1666) – kopia autoportretu z Indianapolis / Wikimedia Commons

„Jesień” Edwarda Stachury

Zanurzać zanurzać się
w ogrody rudej jesieni
i liście zrywać kolejno
jakby godziny istnienia

Chodzić od drzewa do drzewa
od bólu i znowu do bólu
cichutko krokiem cierpienia
by wiatru nie zbudzić ze snu

I liście zrywać bez żalu
z uśmiechem ciepłym i smutnym
a mały listek ostatni
zostawić komuś i umrzeć

/Edward Stachura/

Izaak I. Lewitan - "Jesień" (1896)

Eugenio Montale: „Czas i czasy” oraz „W dymie”

Czas i czasy

Jedyny czas nie istnieje: jego liczne pasma
prześlizgują się równolegle
często w przeciwne strony i rzadko
przecinają się. Zdarza się to wówczas,
gdy objawi się jedna prawda, ale wtedy
natychmiast wymazuje ją ten, kto czuwa
nad mechanizmem przemian. I znów się zapada
w jedyny czas. Lecz w owej chwili
tylko nieliczni żywi rozpoznali się wzajem,
mówiąc sobie żegnaj, a nie do widzenia.

(1962-1970)
/napisał Eugenio Montale/
/tłumaczyła Urszula Kozioł/

W dymie

Ileż to razy oczekiwałem cię na stacji
w zimnie, we mgle. Spacerowałem
pokaszlując, kupując nieważne gazety,
paląc Giuba, które potem wycofał minister
od tytoniu, ten głupiec!
Może pomyliłaś pociąg, przyjedziesz dodatkowym, może
Kurs odwołano. Wpatrywałem się w wózki
tragarzy, czy przypadkiem nie dojrzę tam
twego bagażu, i ciebie z tyłu, spóźnionej.
Wreszcie zjawiałaś się, ostatnia. Jest to wspomnienie
spośród wielu. Prześladuje mnie w snach.

(1962-1970)
/napisał Eugenio Montale/
/tłumaczyła Elżbieta Jamrozik/

Delvaux, Paul (1897-1994) - 1955 Solitude
Paul Delvaux – „Samotność” (1955)

Eugenio Montale – „Skrobaczka”

Czy sądzisz, że pesymizm
istniał naprawdę? Gdy patrzę
dookoła — nie dostrzegam śladu.
W nas też żadnego głosu
skargi. Mój płacz to tylko dysonans
wzbogacający harmonię wielkiego
Eldorado, którym jest Jutro.
Wyskrobaliśmy skutecznie
najmniejszy nawet wybuch myśli. Teraz
wszystkie barwy lśnią na naszej palecie
z wyjątkiem czerni.

(1962-1970)
/napisał Eugenio Montale/
/tłumaczyła Anna Cierniakówna/

Izaak I. Lewitan - "Burzowy dzień"
Izaak I. Lewitan – „Burzowy dzień” (1897)

„Niektóre drzewa” Johna Ashbery’ego

Te są zadziwiające: każde
Łączy się z sąsiadem, jak gdyby zmowa
Była nieruchomym spektaklem
Umawiając się przypadkiem

Na spotkanie dziś rano tak daleko
Od świata i na zgodę
Z nim, ty i ja
Jesteśmy nagle tym, czym drzewa próbują

Powiedzieć nam, że jesteśmy:
Że ich zwykła tam obecność
Coś znaczy, że wkrótce
Możemy dotykać, kochać, wyjaśniać.

I zadowoleni, że nie wymyśliliśmy
Takiej urody, jesteśmy otoczeni:
Cisza pełna już odgłosów,
Płótno, na którym wykwita

Chór uśmiechów, zimowy poranek.
Umieszczone w niepokojącym świetle, i ruchliwe,
Nasze dni tak są małomówne
Że te akcenty wydają się ich własną obroną.

/napisał John Ashbery/
/tłumaczyła Agata Preis-Smith/