Seamus Heaney – „Otchłań”

Rybacy z Ballyshannon
Razem z łososiami
Złowili zeszłej nocy niemowlę.
Nieślubne nasienie,

Malec na powrót oddany
Wodom. Lecz jestem pewien
Że kiedy stała na płyciźnie
Zanurzając go czule,

Aż zziębnięte kostki przegubów
Zmartwiały jak żwir,
Był płotką i hakiem
Rozdzierającym ją na wskroś.

Brnęła przez wodę pod
Znakiem swego krzyża.
Jego wyciągnięto z rybami.
Odtąd otchłań będzie

Zimnym odblaskiem dusz
Spoza dalekiego pasma morza.
Nawet nie zagojone dłonie Chrystusa
Pieką i nie mogą tam łowić.
.
„Limbo” (wiersz w oryginale)
/napisał Seamus Heaney/
/tłumaczył Piotr Sommer/

***
Seamus Heaney napisał też wiersz o chłopcu, trzymanym latami w zamknięciu – „Zbyteczne dziecko”.

aivazovsky36
Zachód słońca nad morzem – Iwan Ajwazowski

Drzewo, które obsiadły ptaki

Na pustym polu szare drzewo
z koroną czarnych ptaków.
Wewnątrz,
poprzez pień i konary,
wędrują wspomnienia wielkiego lasu.
Opuszczają drzewo;
roznoszą się w pustych, jasnych przestrzeniach.
Wabią ptaki. Przepływając przez ich gardła,
zamieniają się w wielki śpiew rozpaczy,
który przenika grunt, docierając do korzeni.
Drzewo pochyla się, maleje.
Nie może znieść narastającego smutku.

1987

/wiersz ukazał się drukiem na początku lat 90./
Drzewa w Normandii - Bill Philip, fotografia
Drzewa w Normandii – Bill Philip

„Przesłanie Pana Cogito” Zbigniewa Herberta

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę
idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch
ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo
bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy
a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy – oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys
i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie

strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany – czyż nie było lepszych
strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy
czuwaj – kiedy światło na górach daje znak – wstań i
idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę
powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku
a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych
czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora
Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów
Bądź wierny Idź
.
Zbigniew Herbert, 1974

Wyróżnienie fragmentu wiersza dokonane przez autorkę bloga.

Craig Raine – „Marsjanin wysyła kartkę do domu”

Caxtony to wieloskrzydłe mechaniczne ptaki
niektóre bardzo cenne dla ich upierzenia —

za ich to sprawą wypływają oczy
lub ciało krzyczy nie czując bólu.

Żadnego jeszcze nie widziałem w locie, ale
czasami siadają na dłoni.

Mgła jest, gdy niebo zmęczy sie lataniem
i opiera swój miękki mechanizm na ziemi:

świat robi się wtedy przyćmiony i książkowy,
jak rycina pod bibułka.

Deszcz jest, gdy ziemia to telewizja.
Ma on taką właściwość, że ściemnia kolory.

Model T to pokój z zamkiem pod ekranem —
przekręcasz kluczyk, by uwolnić świat

do ruchu tak prędkiego, że ci pokazują
film, byś przypadkiem nie przeoczył żadnego szczegółu.

Znowu czas jest przywiązany do nadgarstka
lub trzymany w pudełku i tyka niecierpliwie.

W domach śpi nawiedzony aparat,
gdy go ponieść – chrapie.

Jesli ten demon płacze, unoszą go
do ust, by uśpić ponownie

dźwiękami. A przecież budzą go
umyślnie, łaskocząc palcem.

Tylko młodym wolno cierpieć
jawnie. Dorośli muszą chodzić do pomieszczeń karnych

gdzie jest woda, lecz nic do jedzenia.
Zamykają drzwi i znoszą odgłosy

w samotności. Nie zwalnia się nikogo,
a ból każdego z nich ma inny zapach.

Nocą, gdy wszystkie kolory konają,
kryją się parami

i czytają o sobie —
w kolorze, z zamkniętymi oczyma.
.
/napisał Craig Raine, 1979
(A Martian Sends A Postcard Home)
tłumaczył Jarosław Anders/

Jeremy Geddes, Bialy kosmonauta, obraz
Jeremy Geddes – „Bialy kosmonauta” (2009)