Inspektor Kluczyk i świąteczna katastrofa

kolacja wigilijna, inspektor siedzi z żoną przy kwadratowym stole z białym obrusem, salon z kominkiem, choinka i stare meble - czarno-biały rysunek

/groteska parakryminalna/

– Czy w Wigilię zdarzają się prawdziwe katastrofy? – zapytała żona inspektora, w chwilę po zjedzeniu pierwszych dań wigilijnych w pastelowym salonie ich przytulnego mieszkania, przytulnego aczkolwiek zapełnionego pamiątkami po wszystkich przodkach o jakich mieli pojęcie, i po wysłuchaniu niepokojących wiadomości radiowych, w których – w związku z napiętą sytuacją międzynarodową – znów straszono katastrofą atomową.

– Zależy jakie, bo moralna u nas prawie się wydarzyla – odparł inspektor.

– U nas?

– U nas w wydziale śledczym, w 1956 roku – odpowiedział. Zaginął kluczyk do schowka z narzędziami dekonstrukcyjnymi. Szukaliśmy wszędzie, nawet w torebce kochanki komisarza, która akurat wpadła na pozamałżeńską wigilię. Bez rezultatu.

– Narzędzia dekonstrukcyjne… Nie wiedziałam, że używa się takich w wydziałach śledczych. Co nimi dekonstruowaliście? Opony w samochodach przestępców?

– Nie, nie, nie… Zupełnie inne rzeczy. Dekonstruowaliśmy śledztwa konkurencji z sąsiedniej dzielnicy, czyli wydziału kryminalnego przy Rue du Mont. A teraz właśnie tego klucza nie było, teraz gdy niezwłocznie należało zepsuć ich śledztwo. Śledztwo w sprawie kradzieży lampek świątecznych z luksusowego domu towarowego w centrum miasta.

– Dlaczego zepsuć?

– By przed końcem roku mieli mniej rozwiązanych spraw niż nasz wydział, i byśmy to my, detektywi z Rue du Lac, zgarnęli nagrodę dla najlepszego zespołu w mieście. – Inspektor zrobił głupią minę, jakby poczuł się zakłopotany. – Ktoś ukradł wszystkie lampki z działu ozdób świątecznych na parterze wielkiego sklepu. Migające oraz niemigające. Puste półki, opróżniony magazyn, znikło kilkaset kartonów. Podejrzenie padło na nowego pracownika, ojca ośmioosobowej rodziny. Niemniej daleko do udowodnienia, zapewne bezsensowne insynuacje, a więc wystarczyłoby uruchomić nasze najprostsze narzędzie dekonstrukcyjne, czyli dysperser inwencji, małe prostokątne urządzenie emitująće fale alfa o częstotliwości 10 Hz, i skierować jego radiację na biurko oficera badającego sprawę. Urządzenie było wynalazkiem policyjnego inżyniera, wielbiciela powieści fantastyczno-naukowych, i nie raz zamgliło umysły najbardziej inteligentnych śledczych z konkurencyjnego komisariatu. Jednakże teraz w obliczu braku dostępu do dyspersera, musiałem sam popsuć śledztwo… czyli przeprowadzić rozmowę z nowo przyjętym pracownikiem, na którego padło bezsensowne podejrzenie, i któremu groziło niesłuszne, choć niewykluczone że słuszne, uwięzienie. Przekonać go, by nie dał się zastraszyć, i by skontaktował się z moim znajomym z prasy, który w swojej bulwarówce opisze te… no przecież niezbyt czyste naciski policji na jego osobę. – Inspektor uśmiechął się dobrotliwie do żony. – Ale gdyby jakimś trafem podejrzenie okazało się słuszne, wówczas ja sam doprowadziłbym do skazania tego człowieka przy pomocy szczegółowych informacji wyciągniętych od niego przez wspomnianego wcześniej znajomego z działu miejskiego „Ekspressu Wieczornego”.

– Do dziś nie wiedziałam, Ambroży, że aż tak intensywnie starałeś się o dobrobyt naszego gniazdka rodzinnego. Nałóż sobie jeszcze ryby z kurkami.

– Nałożę, jest pyszna… bo twoja. Posłuchaj co było dalej. Jeszcze w wigilię poszedłem do domu towarowego „Excellence” i na szczęście zastałem tam owego pracownika. Poszedłem mając w teczce pudełko z drewnianymi klockami dla jego dzieci. Klocki z literkami i zwierzątkami, są to jak wiesz ulubione klocki mojego dzieciństwa. Może przyniosą mi szczęście w śledztwie? Tyle że nie wiedziałem, jak zacząć. Musiałem improwizować. Wchodzę do gmachu sklepu i po paru krokach stoję przy zielono-czerwonym stoisku z całą tą świąteczną pstrokacizną, pozbawioną już jednak jakichkolwiek lampek. Tymczasem nowy pracownik pokazuje nakręcaną choinkę damie w średnim wieku, potem ozdobny świecznik komuś innemu, a gdy w końcu przyszła kolej na mnie mówię do niego wprost:

– Pan zapewne wie, co stało się z lampkami, czyż nie?

– Nie ma już lampek… – odpowiedział z enigmatyczną zadumą.

– Tak, dziesiątki dzieci pozbawione radości na święta – odparł inspektor.

– Nie wszystkie dzieci. Wiele dzieci ma teraz czas radości.

– Co Pan powie… Pan coś wie o tej kradzieży?

– Pan wie, że wiem, więc muszę się przyznać.

– O, a jednak nie podejrzewałem.

– Brat żony mieszkający w biednej dzielnicy stracił niedawno pracę. W domu nieomal głód, do tego trójka maluchów bez choinki, bez prezentów, bez odrobiny ciepła i światła na święta. Dwóch chłopców i dziewczynka. Zabraliśmy lampki oraz parę ładnych drobiazgów. Tak, zabraliśmy, bo czyż nie zabiera się wielkim, by podarować odrobinę szczęścia malutkim? Nie jesteśmy jednak Robin Hoodami i aby odkupić grzech złodziejstwa podarowaliśmy światełka wszystkim dzieciom do piętnastego roku życia w jego dzielnicy.

– Och, a już miałem… Nie, komisarz Szkatuła o niczym się nie dowie, niech pan bedzie spokojny. – Otworzyłem moją przedwojenną teczkę. – Proszę przyjąć klocki dla dzieci. I proszę dać mi adres siostry, jeśli nie ma pan nic przeciwko, zaniosę kolejne prezenty. Przyjął klocki i podziękował, ale nie zgodził się na podanie adresu siostry. Wydawał się wzburzony i zmęczony jednocześnie. Nie męczyłem go więcej a tylko stanowczo doradziłem kontakt z wpływowym dziennikarzem z „Ekspressu”, który pomoże odsunąć podejrzenia.

– Ambroży, jakim ty jesteś dobrym człowiekiem… Dysperser, zapewne wielka tajemnica waszego komisariatu, okazał się zupełnie niepotrzebny – dzięki twojemu geniuszowi detektywistycznemu, a nade wszystko dzięki twojej wybitnej moralności!

– Dziękuję, Anno, tak bardzo serdecznie dziękuję. Każdy dzień zaczynam i kończę z myślą o Tobie, inaczej nie byłbym w stanie rozwiązywać tych wszystkich trudnych spraw i historii często moralnie przerażających. Czułość zamgliła oczy inspektora.

– Posłuchajmy kolęd w radiu – powiedział.

– Dobrze, posłuchajmy choćby do północy. A co z nagrodą? – zapytała.

– Złodzieje i mordercy z okolicy jakby zapadli w sen zimowy do Nowego Roku, więc nie było zagadek do rozwiązywania. W związku z tym zastojem doszło do remisu między komisariatami, nagroda wyjątkowo nie została przyznana, co prawie się nie zdarza. Bo nadal, do dziś, walczymy o bezpieczniejsze… i sprawiedliwsze miasto.

***
grudzień 2025-marzec 2026; edytowane 21 marca 2026
ilustracja: „Iskierki” oraz AI/GROK/X

Inne opowiadania i szkice: https://iskierki.in/opowiadania/

Po świętach. Impresja

***

stłuczone serca
kurz na choince
zegary poświąteczne
💖🎄🕰️

błędna iskra
żar serc papierowych
postaci
✨🎄👩‍❤️‍👨

miłość
krótsza niż mgnienie
wskazówki zegara
🕯️💞🕰️

Choinka: bombki i ozdoby choinkowe
choinka /ilustracja: Domena Publiczna/

***
Wszystkiego Najlepszego Nowym Roku!

Święta coraz lepsze – o Bożym Narodzeniu

Nierzadko, wręcz często, można trafić na teksty, reportaże, fotoreportaże, audycje radiowe, itp., o skromnych, biednych, siermiężnych, wprost byle jakich… świętach Bożego Narodzenia w PRL. Wymienione powyżej przymiotniki są przytoczeniem autentycznych określeń, z jakimi się spotkałam. Skromna, niemodna choinka, takież prezenty, proste dania nieobficie serwowane. I nagle wyskakuje dysonans, bo dla większości z nas były to najpiękniejsze dni w roku – cudowne dni, magiczny czas, wyczekiwane prezenty, pyszne jedzenie, itd. 🎄 Styl ówczesnego życia, jego poziom, poziom zamożności, i możliwości, nie stawiał prawie nikogo w pozycji wyczekiwania na „coś jeszcze lepszego”, tym bardziej na coś z drugiej dekady XXI wieku. Wtedy tamto było lepsze.

Co do samych ozdób choinkowych, te „retro” bywały zazwyczaj gustowniejsze niż wiele współczensnych stylów choinkowych.

„Krasnal i sarenka w lesie Boże Narodzenie 1958 PRL” / źródło: Myvimu – Pocztówki Artystyczne

***
Wesołych Świąt!

Boże Narodzenie – świąteczny dzień

Siedzimy przed telewizorem i oglądamy te same filmy/programy, co roku te same. „Potop”, „Kevin sam w domu”, programy z kolędami, itp. Kiedyś ludzie siadali przy piecu, kominku i śpiewali kolędy, w naszym dawnym chrześcijańskim świecie. Powtarzalność pewnych czynności, rytuały, które pomagają nam przetrwać, czuć się szczęśliwszymi.

***

Szczęśliwych Świąt!

stara kartka bożonarodzeniowa, dzieci w lesie z sarną
stara kartka bożonarodzeniowa (1911)  „Radosnych Świąt”

stara kartka bożonarodzeniowa, kot przed kominkiem
stara kartka bożonarodzeniowa, kot przed kominkiem, „Wesołych Świąt”

Robert Frost – „Przystając pod lasem w śnieżny wieczór”

wiersz na Wigilię

Wiem, czyj to las: znam właścicieli.
Ich dom jest we wsi; gdzieżby mieli
Dojrzeć mnie, gdy spoglądam w mroku
W ich las, po brzegi pełen bieli.

Koń nie wie, czemu go w pół kroku
Wstrzymałem: żadnych zagród wokół;
Las, lód jeziora – tylko tyle
W ten najciemniejszy wieczór roku.

Dzwonkiem uprzęży koń co chwilę
Pyta, czy aby się nie mylę.
Tylko ten brzęk – i świst zawiei
W sypiącym gęsto białym pyle.

Ciągnie mnie w mroczną głąb tej kniei,
Lecz woła trzeźwy świat nadziei
I wiele mil od snu mnie dzieli,
I wiele mil od snu mnie dzieli.

/napisał Robert Frost (1874-1963)/
/tłumaczył Stanisław Barańczak/

Stopping By Woods On A Snowy Evening

Whose woods these are I think I know.
His house is in the village, though;
He will not see me stopping here
To watch his woods fill up with snow.

My little horse must think it’s queer
To stop without a farmhouse near
Between the woods and frozen lake
The darkest evening of the year.

He gives his harness bells a shake
To ask if there’s some mistake.
The only other sound’s the sweep
Of easy wind and downy flake.

The woods are lovely, dark, and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep,
And miles to go before I sleep.

***
Najciemniejszy wieczór w roku… może właśnie Wigilia. Jego dom jest we wsi… kościół, dom Boga. I mile drogi bezsennej do Snu Wiecznego… /taką interpretację kiedyś znalazłam/

stara kartka bożonarodzeniowa, zaśnieżony kościół na wsi
stara kartka bożonarodzeniowa, 1906

Stare kartki bożonarodzeniowe

Dawne Święta.
Bez umedialnienia, gadżetyzacji i unifikacji świątecznych wzruszeń. Stare kartki bożonarodzeniowe.

Stara kartka bożonarodzeniowa, Kościół i drzewa w nocy

Stara kartka bożonarodzeniowa, Ostrokrzew i lód

Stara kartka bożonarodzeniowa, Koty i ostrokrzew

Stara kartka bożonarodzeniowa, Miasto i katedra w nocy

Stara kartka bożonarodzeniowa, Koty z jemiołą

Stara kartka bożonarodzeniowa, Wiejski kościół w śniegu

W komentarzach jeszcze trzy stare kartki w stylu „Szopka w Betlejem”.

Stare kartki noworoczne

stara kartka noworoczna, samochód
stara kartka noworoczna, Szwecja, 1909

stara kartka noworoczna, koty
stara kartka noworoczna, 1911

Stare kartki noworoczne. Wyłącznie noworoczne, nie bożonarodzeniowo-noworoczne.

Bogactwo symboli i motywów, a głównie bogactwo pomysłów i rozwiązań graficznych, czego mam wrażenie brakuje w dzisiejszych kartkach noworocznych, papierowych czy elektronicznych. Podejrzewam, że sprzedaż pocztówek była wtedy bardziej opłacalna, stąd ich obfitość.

Jestem po obejrzeniu całkiem sporej ilości starych kart, głównie sprzed I wojny światowej, w kilku miejscach w sieci. Najwięcej znalazłam na tej stronie. Można również tam znaleźć parę osobliwości. Zamieściłam trzy. Niestety zupełnie nie oddaje to bogactwa całości.

stara kartka noworoczna, bałwan i skrzat
stara kartka noworoczna, Niemcy

Jeszcze w kartach z lat 60-tych odnajduję echo tych starych klimatów. Potem, od lat 70, zaczęły królować mniej ciekawe pocztówki (świąteczne) z fotografi. W każdym razie tak mogę orzec na podstawie materiału badawczego, jaki mam w domu. Sama pocztówka pojawiła się na świecie w okolicach roku 1870.

Oglądając szerszy wybór wszystkich tych kart nie udało się uniknąć refleksji typu:

„To część tego pięknego świata, który  umarł wraz z początkiem Pierwszej Wojny Światowej.”

 

K. I. Gałczyński – „Przed zapaleniem choinki”

[…]
A podobno jest gdzieś ulica
(lecz jak tam dojść? którędy?)
ulica zdradzonego dzieciństwa,
ulica Wielkiej Kolędy.
Na ulicy tej taki znajomy,
w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie,
stoi dom jak inne domy,
dom, w którymżeś się urodził.
Ten sam stróż stoi przy bramie.
Przed bramą ten sam kamień.
Pyta stróż: „Gdzieś pan był tyle lat?”
„Wędrowałem przez głupi świat.”
Więc na górę szybko po schodach.
Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda.
Przy niej ojciec z czarnymi wąsami.
I dziadkowie. Wszyscy ci sami.
I brat, co miał okarynę.
Potem umarł na szkarlatynę.
Właśnie ojciec kiwa na matkę,
że już wzeszła Gwiazdka na niebie,
że czas się dzielić opłatkiem,
więc wszyscy podchodzą do siebie
i serca drżą uroczyście,
jak na drzewie przy liściach liście.
Jest cicho. Choinka płonie.
Na szczycie cherubin fruwa.
Na oknach pelargonie
blask świeczek złotem zasnuwa,
a z kąta, z ust brata płynnie
kolęda na okarynie:
LULAJŻE, JEZUNIU
MOJA PEREŁKO,
LULAJŻE, JEZUNIU,
ME PIEŚCIDEŁKO.

(fragment)
/Konstanty Ildefons Gałczyński, 1947/

Nowy Rok