Jerzy Liebert – „Początek jesieni” i „Moja wiara”

Początek jesieni

Jabłka na drzewach tańczą.
Szum wznosi się i odchodzi.
Słońce nagle przygrzeje,
Wiatr się zerwie — ochłodzi.

Uśmiecham się. W uśmiechu
Jest cała prawda smutku.
Ale nikt, nikt nie widzi,
Jak płaczę pocichutku.

I tylko popętane,
Na wielkich łąkach konie,
Też troskę mają w oczach
I liżą moje dłonie.

Przestrzenie, o przestrzenie!
Jesieni niepojęta —
Owoce i obłoki,
Samotność i zwierzęta.

/Jerzy Liebert (1904-1931)/

***
Wiersz pochodzi z tomu „Gusła” wydanego w 1930 roku. W następnym roku, w wieku 27 lat, poeta zmarł na gruźlicę. Pod koniec życia odbywał dłuższe kuracje, głównie w Worochcie na Huculszczyźnie.

Moja wiara

Chciałbym, ażeby do mnie przyszedł Ktoś najbardziej Prosty,

Taki, jak na maszty brane polskie sosny.

Żeby mi powiedział słowo jedno tylko – Synu,
I aby odszedł. I żeby zostawił bladą woń jaśminu.

Przypadłbym na kolana i znieruchomiał ze zgrozy.
A boską białość rozpięłyby przede mną brzozy.

/Jerzy Liebert/

jesienią-w-lesie, lewitan, obraz
Izaak Lewitan – „W lesie jesienią” (1894)

Leszek Długosz – „Chwila dla Lieberta” /tekst/ >>

Leszek Długosz śpiewa wiersz Lieberta: „Jurgowska karczma”

Robert Frost – „Nie całkiem obecny”

Chciałem poskarżyć się Bogu
Na świat złowrogi i niecny;
Jakby nie dość było problemów,
Bóg okazał się nieobecny.

Bóg chciał pomówić ze mną
(Śmiejcie się, śmiejcie, nieszczęśni)
I też mnie niestety nie zastał,
W każdym razie – mojej większej części.

/napisał Robert Frost (1936)/
/przełożył Stanisław Barańczak/

Not All There

I turned to speak to God,
About the world’s despair;
But to make bad matters worse,
I found God wasn’t there.

God turned to speak to me
(Don’t anybody laugh)
God found I wasn’t there—
At least not over half.

zimowy krajobraz z rzeką

Robert Frost – „Pustkowia”

Śnieg pada, noc zapada, śpiesznie, och, jak śpiesznie,
Nad polem, które minę, gdy całkiem się zmierzchnie,
I prawie całą ziemię gładko śnieg okrywa,
Tylko badyle sterczą nad biała powierzchnię.

Bory dokoła mają na własność to rżysko.
Leśny zwierz śpi, zaszyty w ciepłe legowisko.
Zbyt nieobecny duchem, prawie się nie liczę;
Lecz samotność mnie włącza w swój krąg – mimo wszystko.

Jeśli w tej samotności cokolwiek się zmienia,
To tylko tyle, że więcej w niej osamotnienia:
Narasta pusta białość bezwiednego śniegu,
Co nic nie mówi – nie ma nic do powiedzenia.

Nie straszcie mnie kosmosem, gdzie próżnia jałowa
Międzygwiezdnych przestrzeni – bez życia, bez słowa.
O wiele bliżej – w sobie – mam tego dość wiele,
By mnie straszyły własne, prywatne pustkowia.

/napisał Robert Frost (1936)/
/tłumaczył Stanisław Barańczak/

Oryginalna, anglojęzyczna wersja wiersza>>

stare kartki noworoczne, po niemiecku
stara kartka noworoczna, 1913/1914, Europa
stare kartki noworoczne, wieczór
stara kartka noworoczna, 1912/1913, USA

Byt i niebyt według Montale

***
Studiowaliśmy na tamten świat
gwizd, znak rozpoznania.
Usiłuję go modulować w nadziei,
że wszyscy jesteśmy już martwi, nie wiedząc o tym.

***
„Nigdy nie byłem pewny, czy jestem na świecie.”
„Piękne odkrycie, odparłaś, a ja?”
„Och, ty nadgryzałaś świat, aczkolwiek
w dawkach homeopatycznych. Podczas kiedy ja…”

***
„A Raj? Czy istnieje Raj?”
„Myślę, że tak, proszę pani, lecz win słodkich
nikt już więcej nie chce.”

/napisał Eugenio Montale, tłum. Urszula Kozioł/
/luźne wiersze z cyklu „Xenia”, 1963/

Rene Magritte - "Homesickness", foto
Rene Magritte – „Homesickness” /Tęsknota za domem (ojczyzną)/ (1941)

Mandelsztam jesienny

***
Książki tylko dziecinne czytywać,
Myśli tylko dziecinne hołubić,
Wszystko wielkie gdzieś w dali pogubić,
Z głębin smutku się wciąż wydobywać.

Jestem życiem śmiertelnie zmęczony,
Ja od życia już nic nie przyjmuję,
Ale biedną tę ziemię miłuję,
Przecież na niej zostałem zrodzony.

Ja huśtałem się w parku przy stawie
Na zwyczajnej huśtawce drewnianej
I rozrosłe wyniosłe kasztany
Widzę – nie wiem czy w śnie, czy na jawie.

(1908)

jesienne liście

***
O niczym nie rozmawiajmy,
Nikogo nie pouczajmy,
O ileż bardziej nas wzrusza
Ta mroczna zwierzęca dusza:

Na niczym się nie rozumie
I wcale mówić nie umie,
I płynie jak delfin młody
Przez świata spienione wody.

(1909)

/napisał Osip Mandelsztam/
/tłum. Maria Leśniewska/

Włóczykij i dzieci
Ilustracja z książki o Muminkach (Włóczykij) – aut. Tove Jansson

Eugenio Montale – „Götterdämmerung”

Czyta się, jakoby zmierzch Bogów
miał się rozpocząć. Ale to omyłka.
Wszelkie początki są nierozpoznawalne,
ledwo cokolwiek wyda się pewne, zaraz bywa
przekłute szpilką.
Ten zmierzch zrodził się odkąd człowiek
uznał się za coś bardziej godnego od świerszcza i kreta.
Piekło, które się powtarza, jest zaledwie próbą
„próby generalnej”, odkładanej od dawna,
ponieważ reżyser jest zajęty, chory albo się zapodział
licho wie gdzie i nikt go zastąpić nie zdoła.

/napisał Eugenio Montale, z tomu ‚Satura’ (1962-1970)/
/tłumaczyła Urszula Kozioł/

Czerwone chmury faliste, Götterdämmerung
Fotografia nazwana „Götterdämmerung” autorstwa Marlis / Źródło
(Czerwone chmury faliste)
Arthur Rackham - "Zygfryd i Zmierzch Bogów" - Kruki Wotana
Arthur Rackham – „Zygfryd i Zmierzch Bogów” – Kruki Wotana (1911) 

Ragnarök lub ragnarek (W. Kopaliński) – w mitologii skandynawskiej zmierzch bogów (Götterdämmerung). W wyobrażeniach mitologicznych ma on być wielką walką pomiędzy bogami a olbrzymami pod wodzą Lokiego, w wyniku której świat i Asgard, siedzibę bogów, strawi ogień, wszystkie gwiazdy zgasną, a Ziemię zaleje wielkie morze. Ostatecznie z tej toni wyłoni się nowy świat i nastąpi era szczęśliwości bez przemocy i wojen. (…)

Ragnarök znaczy przeznaczenie bogów (ragna – panujący, bogowie oraz rök – los, przeznaczenie); często tłumaczone jest jako zmierzch bogów Götterdammerung, wskutek błędnego przekładu drugiego członu tej nazwy (rokkr to skandynawskie zmierzch). (…)
Motyw Ragnaröku stał się podstawą czwartej części dramatu muzycznego Richarda Wagnera Pierścień Nibelunga pt. Zmierzch bogów (Götterdammerung), a także pieśni chóralnej z filmu Matrix Rewolucje pt. Neodammerung.”

/źródło: wikipedia/

„Alternatywa” Douglasa Dunna

Cisza w sakiewce utracjusza,
Kwiat, gdy odleciała pszczoła;
Świat, co mógłby nam się dostać
Gdyby zawiódł nasz.

/napisał Douglas Dunn/
/tłumaczył Piotr Sommer/

liliowy anemon, płatki i środek kwiatu
Anemon, źródlo: AI

Eugenio Montale – „Śmierci nie ma”

Powiedziane jest, że nie da się żyć bez pancerza
jakiejś mitologii.
Nie byłoby nieszczęścia, gdyby nie to, że zawsze
ostatnia jest najgorsza.

Dawniej bóstwa bywały przydatne,
cóż, że były wrogie.
Nowe karmią nas tanim
pocieszeniem, ale nie znają naszego losu.

Nie mają zielonego pojęcia o ludziach,
ale nie wiedzą także nic o sobie.
Choć ukazują twarz przyjazną, nawet kiedy zabijają,
to śmierci nie ma, gdzie nigdy nie było narodzin.

/napisał Eugenio Montale; „Dziennik z lat ’71 i ’72″/
/tłumaczyła Anna Kamieńska/

Izaak Lewitan - "Cisza" (1898)
Izaak Lewitan - "Cisza" (1898)

Gabriel Celaya pisze o świecie

Język kosmiczny

Wszyscy ze wszystkimi: sosny szepczą z morzem,
świerszcze z galaktykami, klacze z wiatrem południowo-wschodnim,
morska bryza z tym, co w niej milknie, chmury — ze wszystkim co lata.
A człowiek, niebaczny, wciąż tylko mówi do samego siebie.
Co mówi złoto do kryształku jodu? Co chce ważka przekazać bykowi?
O czym liczby rozprawiają z niebem? O czym muzyka z nocą?
Wszyscy jesteśmy cząstkami jednej tajemnicy.
A człowiek, niebaczny, wciąż tylko mówi do samego siebie.

Kolory

Szafir wśród czerni, srebro w głębi nocy,
a w szmaragdową zieleń i w różowość lata
wdziera się złoto, prześlizgując w fiolet.
Płomień żółci i niewiarygodna biel,
z której wybiega chybotliwie tęcza.
Lecz poza oczywistością wszystkich tych kolorów
czyja obecność się tai? Bo rzeczywistym, bez wątpienia,
musi być niewidzialne, co każe mi widzieć.

/napisał Gabriel Celaya; z tomu „Penúltimos poemas” (1982)/
/z hiszpańskiego tłumaczyła Krystyna Rodowska/

Rene Magritte - "Medytacja" (1936)
Rene Magritte – „Medytacja” (1936)

Trzy wiersze Hanny O. Zbierzchowskiej

Świat mój pełen jest cieni
ciemności
wspomnień
zasmucających wieńców
chłodu
promieniującego z legend i mitów
ze snów i marzeń
fantazji
mój świat — strzępy wydarte śmierci

Tak niewiele zgromadziłam w życiu
wyszczerbioną filiżankę
w której pijałeś herbatę
parę starych biletów samolotowych
przepustek w świat
kilka pudełek po butach z listami od tych
którzy niegdyś uważali się za przyjaciół
trochę zasuszonych płatków róży i liści
świadectw miłości
talię kart
wygraną na szkolnej loterii
trochę drobiazgów
najdroższy skarb
smutne relikwie przeszłości
wygasłej

Najgorszy jest lęk przed
zapadnięciem w sen
osunięciem się przepaść
nieistnienia
Najgorszy jest lęk przed
przebudzeniem
do czarnej rozpaczy i
czarnej beznadziei

/napisała Hanna Olcha Zbierzchowska (1940-89)/
/pisane w jęz. angielskim, tłumaczył Krzysztof Zabłocki/

stara filizanka w kwiaty
Foto: www.angiemuldowney.co.uk/2010/07/snooze/