Puchatek, Prosiaczek i zima

Scenka z fotelem i zegarem. I jednocześnie scenka, kiedy jest odpowiednia pora na małe Conieco… Fragment z „Chatki Puchatka” A. A. Milne’a (The House at Pooh Corner; pierwsze wydanie w 1928, 1938 w Polsce), ilustracje – E. H. Shepard, tłumaczyła Irena Tuwim.

chatka-puchatka-prosiaczek-w-fotelu
Kubuś Puchatek i Prosiaczek / źródło

– A teraz wiem, co zrobię – powiedział Puchatek. – Najpierw pójdę do domu zobaczyć, która godzina, włożę ciepły serdaczek, a potem pójdę do Kłapouchego i zaśpiewam mu nową Mruczankę.
Popędził z powrotem do domu, lecz po drodze głowę miał tak zajętą nową Mruczanką, którą miał zaśpiewać Kłapouchemu, że gdy nagle ujrzał Prosiaczka rozpartego w najwygodniejszym fotelu, jaki miał, stanął w drzwiach zdumiony. I drapiąc się w głowę, zastanawiał się, w czyim też on jest domu.
– Dzień dobry, Prosiaczku! – powiedział. – Myślałem, że wyszedłeś.
– Nie – odparł Prosiaczek. – To ty wyszedłeś, Puchatku.
Rozdział Iw którym powstaje Chatka Puchatka
– Masz rację – powiedział Puchatek. – Wiedziałem, że któryś z nas wyszedł.
To mówiąc, spojrzał na zegar, który przed kilku tygodniami zatrzymał się na pięć minut przed jedenastą.
– Dochodzi jedenasta – rzekł Puchatek wesoło. – Akurat nadszedł czas na małe Conieco. – I wsadził łebek do spiżarni. – A potem wyjdziemy, Prosiaczku, i zaśpiewamy Kłapouchemu moją nową Mruczankę.
– Jaką Mruczankę, Puchatku?
– Tę, którą zaśpiewamy Kłapouchemu.
Zegar wciąż jeszcze wskazywał za pięć jedenastą, gdy Puchatek z Prosiaczkiem ruszyli w drogę. Wiatr ustał i płatki śniegu kołowały w powietrzu…

puchatek-i-prosiaczek

A to już ilustracje z pierwszej części przygód Puchatka, z „Kubusia Puchatka” (Winnie-the-Pooh; pierwsze wydanie w 1926, 1938 w Polsce). Moment, gdy Puchatek z Prosiaczkiem odkryli coś na śniegu…  każdy, kto czytał książkę, pewnie pamięta co.

galeria z większymi kopiami – kliknij w obrazek / ilustracje z bloga BibliOdyssey

Przy okazji wyszukiwania ilustracji do „Kubusia Puchatka” przypomniałam sobie (znalazłam w sieci) wiele polskich ksiażek i książeczek dla dzieci. O nieocenionej wartości sentymentalnej, jak też o dużej wartości artystycznej i literackiej.

Zima w elementarzu Falskiego

Z pamiętnego, a nawet kultowego, „Elementarza” Mariana Falskiego wybrałam, i przycięłam, dwadzieścia najbardziej związanych z sezonem zimowym stron. To również mój elementarz.

W historii polskiej edukacji najbardziej doniosłym elementarzami okazały się podręczniki Mariana Falskiego, pod tytułem „Elementarz”. Pierwsze wydanie, pod tytułem: „Nauka czytania i pisania dla dzieci” ukazało się w roku 1910 i zrewolucjonizowało metodykę nauki czytania w Polsce. Był ilustrowany przez Jana Rembowskiego.

W okresie międzywojennym ukazywały się kolejne wersje elementarza dla dzieci, aktualizowane zgodnie z duchem czasów. Z powodu zapóźnień edukacyjnych sporej części ludności, w 1920 Falski opracował także na zamówienie władz dwie wersje „Elementarza powiastkowego”, dla dorosłych analfabetów oraz osób odbywających zasadniczą służbę wojskową. W 1945 roku prawa do wydawania „Elementarza” Falskiego pt. „Elementarz dla szkół wiejskich” uzyskały Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych (od 1974 Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne).

W 1949 ukazał się pierwszy powojenny elementarz dla dzieci, uwzględniający elementy obowiązkowej w tym czasie ideologii komunistycznej (aczkolwiek bez wymieniania postaci Stalina). Kolejna unowocześniona wersja elementarza ukazała się w 1957 i przetrwała siedemnaście lat. Ostatnia wersja ukazała się w 1974, opublikowana już po śmierci autora, z nowocześniejszymi ilustracjami Janusza Grabiańskiego. Zaktualizowano w niej też teksty. Wersja ta znajduje się w druku i spotyka się z popularnością aż do dnia dzisiejszego (stan na 2013).

Oprócz ostatniej wersji elementarza, w XXI wieku wznowiono też druk elementarza w wersji z 1971 roku. /źródło: wikipedia/

08408408484084848408417184084
Zimowe drugie śniadanie
08508508585085858508517185085
Choinka świąteczna, czyli jodełka
08608608686086868608617186086
Prezenty spod choinki
08908908989089898908917189089
Węgiel na zimę
09009009090090909009017190090
Zimowe zapasy
09109109191091919109117191091
Zwierzęta też robią zapasy na zimę
09209209292092929209217192092
Ślizgawka i łyżwy
09309309393093939309317193093
Ciężkie czasy
09409409494094949409417194094
Bałwanek
09509509595095959509517195095
Górka do zjeżdżania na sankach
09609609696096969609617196096
Bitwa na śnieżki
09709709797097979709717197097
Karmnik i dokarmianie ptaków
103103103103103103103103171103103
Odwiedzamy polskie góry zimą
104104104104104104104104171104104
Zimowy kotek na płotku
106106106106106106106106171106106
Odmrożenia i zimowe choroby
107107107107107107107107171107107
Zimowy szkolny spacer
113113113113113113113113171113113
Bajki opowiadane przez babcię
114114114114114114114114171114114
Zawiane pola i jazda saniami
119119119119119119119119171119119
Roztopy na polach
120120120120120120120120171120120
Skrzydlaci przyjaciele przy oknie i zbliżająca się wiosna

CAŁY ELEMENTARZ W FORMIE WIDEO

Maksymy z „Księgi niepokoju” Fernando Pessoi

Zamieszczam fragmenty z „Księgi niepokoju” Fernando Pessoi (1888-1935), portugalskiego przedstawiciela modernizmu, uważanego za jednego z najważniejszych osobowości literackich XX wieku. Wybrałam podrozdział „Maksymy”. Cała książka ma nietypową konstrukcję (cześć jest napisana pod heteronimem, część pod nazwiskiem autora), do tego niektóre zdania są, jak widać, „niepełne” – zda­nie w ory­gi­na­le było nie­ukoń­czo­ne, miało luki lub frag­men­ty nie­czy­tel­ne. Zaznaczenia wyrazów pochodzą ode mnie.
Tek­sty po­wsta­ły w la­tach 1910-1920 (wg wstępu do rozdziału). „Księga niepokoju” jest najwybitniejszym dziełem Pessoi, ale ukazała się dopiero w 1982 roku, prawie 50 lat po śmierci twórcy.

MAKSYMY

– Je­dy­na ko­rzyść z na­uki to ra­dość z tego, cze­go nie po­wie­dzie­li inni.

– Esen­cją sztu­ki jest izo­la­cja. Każ­dy ar­ty­sta po­wi­nien dą­żyć do izo­lo­wa­nia in­nych, do wzbu­dze­nia w nich pra­gnie­nia sa­mot­no­ści. Pi­sarz od­no­si naj­wyż­szy triumf wte­dy, gdy jego czy­tel­nik uzna­je, że woli po­sia­dać jego tekst, niż go czy­tać. Może nie dzie­je się tak aku­rat w przy­pad­ku pi­sar­skich sław, jest to jed­nak naj­wyż­szy hołd […]

– Być trzeź­wym zna­czy być źle uspo­so­bio­nym do sa­me­go sie­bie. Na­le­ży­ty stan umy­słu oso­by pa­trzą­cej w głąb sie­bie to stan […] ko­goś, kto oglą­da ner­wy i nie­zde­cy­do­wa­nie.

– Je­dy­na po­sta­wa god­na isto­ty wyż­szej to spo­koj­ne i chłod­ne współ­czu­cie dla wszyst­kie­go, co nią nie jest. Nie żeby ta po­sta­wa mia­ła naj­drob­niej­szy rys słusz­no­ści lub praw­dzi­wo­ści; jed­nak jest tak god­na po­zaz­drosz­cze­nia, że na­le­ży ją przy­jąć.

– Po­sia­da­nie okre­ślo­nych i nie­wzru­szo­nych opi­nii, in­stynk­tów, pa­sji, usta­lo­ne­go i uświa­do­mio­ne­go cha­rak­te­ru – wszyst­ko to w prze­ra­ża­ją­cy spo­sób czy­ni z na­szej du­szy pe­wien fakt; ma­te­ria­li­zu­je ją i uze­wnętrz­nia. Ży­cie to słod­ki i płyn­ny stan nie­świa­do­mo­ści rze­czy i sa­me­go sie­bie (to je­dy­ny spo­sób ży­cia, jaki przy­stoi mę­dr­co­wi i go ogrze­wa).

– Umieć się nie­ustan­nie wtrą­cać po­mię­dzy sie­bie sa­me­go i re­al­ność świa­ta to naj­wyż­szy sto­pień wie­dzy i roz­trop­no­ści.

– Na­sza oso­bo­wość musi być uta­jo­na, na­wet dla nas sa­mych: stąd bie­rze się nasz obo­wią­zek nie­ustan­ne­go ma­rze­nia i włą­cza­nia w na­sze ma­rze­nia sie­bie, tak aby­śmy nie mo­gli mieć na swój te­mat żad­nych opi­nii.

A przede wszyst­kim po­win­ni­śmy pil­no­wać, aby inni nie wdzie­ra­li się w na­szą oso­bo­wość. Każ­de cu­dze za­in­te­re­so­wa­nie na­szą oso­bą to bez­czel­ny nie­takt. Po­spo­li­te po­zdro­wie­nie nie jest nie­wy­ba­czal­nym cham­stwem tyl­ko dla­te­go, że naj­czę­ściej jest cał­ko­wi­cie pu­ste i nie­szcze­re.

– Po­ko­cha­nie in­nej oso­by do­wo­dzi zmę­cze­nia sa­mot­no­ścią: jest więc tchó­rzo­stwem i zdra­dą wo­bec sa­me­go sie­bie (jest rze­czą naj­wyż­szej wagi, aby­śmy ni­ko­go nie ko­cha­li).

Da­wa­nie do­brych rad to znie­wa­ża­nie zdol­no­ści do błę­du, jaką ob­da­rzył nas Bóg. Co wię­cej, po­win­ni­śmy ko­rzy­stać z tego, że inni po­stę­pu­ją ina­czej niż my. Moż­ną za­ak­cep­to­wać tyl­ko to, że pro­si się o radę in­nych – po to, aby­śmy po­stę­pu­jąc od­wrot­nie, niż nam po­ra­dzo­no, mie­li cał­ko­wi­tą pew­ność, że po­zo­sta­je­my sobą, w kom­plet­nej nie­zgo­dzie z In­no­ścią.

Autor – Fernando Pessoa 
Tłumaczył – Michal Lipszyc

stare-butelki-apteczne-i-leki
Stare butelki – chemikalia i jednocześnie leki, XIX w. / źródło

Czas życia – czas śmierci

John Donne (1572–1631)

Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą;
każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu.
Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi,
Europa będzie pomniejszona,
tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek,
włość twoich przyjaciół czy twoją własną.
Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie,
albowiem jestem zespolony z ludzkością.
Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

(„Medytacja XVII”, tłum. S. Barańczak)

matka-i-dziecko-wieczorna-modlitwa
1880 rok / źródło

Mikołaj Sęp Szarzyński (ok. 1550 – 1581)

„O krótkości i niepewności na świecie żywota człowieczego”

Ehej, jak gwałtem obrotne obłoki
I Tytan prętki lotne czasy pędzą!
A chciwa może odciąć rozkosz nędzą
Śmierć, — tuż za nami spore czyni kroki!

(Sonet I – fragm.)

***

Z wstydem poczęty człowiek, urodzony
Z boleścią, krótko tu na świecie żywie,
I to odmiennie, nędznie, bojaźliwie;
Ginie, od słońca jak cień opuszczony.

(Sonet II – fragm.)

stare-nagrobki
źródło

Dziady Mickiewicza i Novi Singers w Dzień Zaduszny

Zaduszki, czyli Dzień Zaduszny, który przypada 2 listopada, można uznać za odpowiednik prasłowiańskiego święta Dziadów. Ten ludowy, pogański zwyczaj stał się inspiracją do „Dziadów” Adama Mickiewicza, Pierwsze części dramatu, „Dziady część II” i „Dziady część IV”, tzw. „Dziady kowieńsko-wileńskie”, były tworzone się w latach 1820-1822 (publikacja w roku 1823 roku).

„Dziady część IV”, fragmenty.

KSIĄDZ

Dzieci, wstawajmy od stoła!
Teraz, po powszednim chlebie,
Klęknijcie przy mnie dokoła,
Podziękujmy Ojcu w niebie.
Dzień dzisiejszy Kościół święci
Za tych spółchrześcijan dusze,
Którzy spomiędzy nas wzięci
Czyscowe cierpią katusze.
Za nich ofiarujmy Bogu.

(…)

PUSTELNIK
(z żalem)

Inni błądzą, Ksiądz w małym, ale własnym domu,
Czy to na wielkim świecie pokój lub zamieszki,
Czy gdzie naród upada, czy kochanek ginie,
O nic nie dbasz usiadłszy z dziećmi przy kominie.
A ja się męczę w słotnej, ciemnej porze!
Słyszysz, jaki szturm na dworze?
Czy widzisz łyskanie gromu?

(ogląda się)

Błogosławione życie w małym, własnym domu!

(…)

GUSTAW

Wstydź się, wstydź się, mój ojcze, gdzie rozum? gdzie wiara?
Krzyż jest mocniejszy niżli wszyscy ludzie twoi,
A kto się Boga boi, ten się nic nie boi.

/źródło/

Preludium e-moll Chopina należy do cyklu preludiów na fortepian (op. 28), powstałych na Majorce w latach 1836-1839; zalicza się do kategorii preludiów elegijnych.

Grupa Novi Singers śpiewa Preludium e-moll Chopina, nagranie ukazało się w roku 1971 (płyta wytwórni Polskie Nagrania Muza).

Literatura z ogłoszeń

Dobry człowiek na życie poszukiwany…

Poezja ogłoszeń zwana prozą życia.

Poniżej wklejam wybór ogłoszeń drobnych dokonany przez Krzysztofa Kąkolewskiego. Teksty z czasów PRL, poprzedzone krótkim wstępem autora, zawarte w „Dzienniku Tematów. Części drugiej”, wydanym w 1985 roku. A potem, jako suplement, opis śmieciowiska z „Dziennika tematów. Części pierwszej” (1984).

»Literatura z ogłoszeń – od opublikowania reportażu „Trzy złote za słowo” wiele lat wycinałem drobne ogłoszenia. Już nie szedłem ich tropami. Zostawiłem je nie rozszyfrowane. Dramaty opowiedziane w czterech wierszach petitem, tajemnice opublikowane w milionach egzemplarzy. Tylko cena za słowo od tamtych czasów wzrosła.

„Panią, która w dniu 17 grudnia 1971 roku na poczcie przy ul. Senatorskiej siedziała na sali przy stoliku naprzeciw mnie i widziała pana, który nic nie mówiąc, usiadł przy tymże stoliku, uprzejmie proszę o skontaktowanie…”

„Uratujecie nasze małżeństwo, wynajmując nam mieszkanie. Tel…”

„Mężczyznę, który leczył się w szpitalu przy ul. Czerniakowskiej w Warszawie na początku listopada 1973 r. i był świadkiem testamentu S. F. lub posiada na ten temat jakiekolwiek wiadomości proszony o porozumienie się osobiste lub listowne z A. W….”

„Poszukuję świadków wypadku, w którym zginął mój mąż na trasie Sierpc – Warszawa, półtora kilometra przed Drobnem, kwietnia 1977. Wielka Sobota, między godz. 16 a 18…”

„Kleopatra 38 92 57”

„Szczęśliwy ojciec, który kupował kwiaty do kliniki w kwiaciarni przy Krak. Przedmieściu 69, zostawił większą sumę pieniędzy. Są do odebrania.”..”

„Rzeźbę białą, marmurową, powyżej 60 cm kupię…”

„Pana kominiarza, który nocował u mnie na wiosnę 1964 r. w miejscowości Krzywa Góra pow. Włocławek, proszę o zgłoszenie się do Iławy ul… Zwrócę wszystkie koszty związane z podróżą”.

„Wierszem laurki, jubileuszowe wiwaty, słowa najszczersze, miękkie lub… cięte… jak kwiaty. Na zamówienie. ‚Klara’, godz. 17-19, tel…”

„Do trzech rewelacyjnych scenariuszy filmów fabularnych przyjmę wspólnika z gotówką 15 000 zł do sfinansowania przetłumaczenia na angielski, francuski…”

„Kto był świadkiem podczas Powstania Warszawskiego, w jakiej dzielnicy i w jakim zgrupowaniu walczył Henryk W., ps. ‚Olek’, kapral, proszę o powiadomienie matki, Malwiny W. …”

„Organizatorzy wyprawy śladem Amerigo Vespucci apelują do sympatyków żeglarstwa. Służ nam radą i pomocą, pisząc na adres…”

„Uwaga: Stefa: Jestem zainteresowany propozycją. Dzwoń codziennie w godz. 8-10 numer…”

„Koleżanki, które w 1909 r. w Krakowie fotografowały się ze mną w małej grupie, proszę o przesłanie odbitki tej fotografii na adres: Londyn SW 15 … za zwrotem kosztów. Na odwrocie fotografii były imiona: Maryla Br., Irena H., Ewa-Eugenia W., Janina P., Tekla Kr., Maria Iłł., Mila (Józefa) M., Apolonia St.”

„S. Działacz proszony jest o zgłoszenie się na adres Nowolipie 2 pok. 150 w wiadomej sprawie. Warunki będą dotrzymane”. .

„Zegar stojący ‚Becker’, serwis 12-osobowy ‚Oxford’ oraz 3 modrzewie 36-letnie rosnące, sprzedam”.

„Nagroda 500 zł! 2 lutego w godzinach wieczornych przy trasie tramwaju 25 zabrano mi 3500 zł w stanie zaniku pamięci. Pamiętam, że mężczyzna, lokując mnie w taksówce, brał pieniądze. Przy zajściu były osoby, które zapisały nazwisko tego mężczyzny. Proszę o skontaktowanie się…”

„Spłoszony koń, lat 12, kary, zaginął 10 stycznia br. w godzinach wieczornych w okolicy ul. Woronicza. Proszę o wiadomość…”

„Oddział Ruchowo-Handlowy PKP ogłasza publiczną sprzedaż nie odebranych bezdokumentowych przesyłek oraz przedmiotów znalezionych”.

„Dawnych przyjaciół Iwony S. ze Szczecina poszukuje Janusz G. Wiadomość…”

„23 maja ok. godz. 14.50 na ul. Targowej przy Białostockiej samochód Mercedes uderzył przechodzącą przez jezdnię staruszkę. Po wypadku kierowca umieścił ranną w swoim samochodzie, odwiózł do szpitala praskiego, pozostawił w izbie przyjęć i oddalił się. Kobieta w tym samym dniu zmarła. Świadków tego wypadku prosi się o zgłoszenie…”

„Lalu, wujowie z Racławickiej bardzo cię proszą, wróć do nich do Warszawy albo napisz, lub zadzwoń. Kochana, bardzo prosimy”.

Ogłoszenie przylepione do ściany na rogu domu Nowego Światu i Rutkowskiego: „Apel do uczciwych serc. Kto widział? Zajście w tym miejscu w dniu 26.3.72, niedziela handlowa. Listy kierować:…”«

SUPLEMENT

»Śmieci wysypane z ciężarówki nad rzeką w lesie około Otwocka. „Corrida. Cukierek”. Skład. Wytwórnia „Bałtyk”. Puszka: karp po żydowsku. „Ingrediencje”. Wycinek gazety: „Użyteczne społecznie”. Zaadresowana koperta. Rozbite lusterko. Żyletki „Polsilver”, około stu. „Wiśnia. Cukierek”. Różaniec. Zmiażdżone krzesło. Kalosz, rozdarty, z lewej nogi. Para trampek dziecięcych. „Fotopan 17 din. Chroń przed światłem”. Butelka. „Rubin. Wino owocowe”. „Sezamki Jaffa. Skład: ziarno sezamowe”. „Katarzynki popularne, Kopernik, Toruń”. „Wódka czysta. 40° „. Żyletka „Silver”. Garnek bez dna. Patelnia. Łatki „Rapid” do wulkanizowania na gorąco. „Pieklik. Sód sodowa kwasu dwuchlorofenyloctowego” selektywny środek pielenia chwastu. Nr. rej. Min. Zdr. 63/Tr. Szczegółowy przepis użycia wewnątrz. Trzymać w opakowaniu zamkniętym z dala od środków spożywczych”. Drzwi do baraku z wybitą szybą. Napisy na drzwiach: „Ty suko”. „Wziąłem 1/2. Oddam jutro”. „Zamknięte. Co jest? Kiedy będziecie?” Opiłki. Bilet wstępu do kina. Cena. Godzina. Trzcina i tynk odwalony ze ściany. „Szampon do delikatnych włosów. Wzmacnia”. „Dodoni. Orange juice. Made in Grece”. „Olej do silników z zapłonem dwusuwowym. Zawiera dodatki przeciw utlenianiu”. Siatka do włosów. Błotnik od samochodu marki „Warszawa”, przerdzewiały. Bateria do latarki kieszonkowej „Centra”. Koszula męska, gnijąca. Pojemnik na 24 jaja. Puszka po politurze. Krem Nivea. Plastykowa okładka do dowodu osobistego. List podarty w strzępy: „… tak nie można, bo jeśli…” Opona. „Sok jabłkowy, klarowany”. Półmisek w zielone róże, utłuczony. „Skrzat, płyn do mycia”. „Pasta do zębów”. Noga lalki. Tygodnik „Kulisy” – zszywka z całego roku. Gumowa piłka bez powietrza. Słoik. Dżem malinowy, skład…” „Grzybowa w proszku. Sposób…”. „W odpowiedzi na pana pismo…”. Różaniec i list, w którym są nazwiska, adresy.«

ogłoszenie prasowe z lat 80 lub 70. zameldowanie
ogłoszenie prasowe z lat 80. lub 70. /źródło

Samotność nieoswojona

Wybitny reporter Krzysztof Kąkolewski naliczył podobno 27 rodzajów samotności. Jako skromna i nieprofesjonalna obserwatorka życia, doszukałabym się może tylko kilku. Wystarczy.

Nadchodzi wiosna. Samotni poczują się jeszcze bardziej samotni. Niezmienne, jak rytm przyrody i jak radość ze znalezienia pierwszego przebiśniega. Kochający pokochają jeszcze mocniej albo się rozstaną. Labirynt emocji. Prostota świata.

Jacek Yerka "Wiosna"
Jacek Yerka (ur. 1952) – „Wiosna” / Foto: www.yerka.ovh.org
Zeszłego roku w Marienbadzie
„Zeszłego roku w Marienbadzie” (1961) – kadr z filmu

„Czy nie spotkaliśmy się w zeszłym roku w Marienbadzie?”

– cytat z filmu „Zeszłego roku w Marienbadzie” (reż. Alain Resnais, 1961)

zeszłego roku w marienbadzie
„Zeszłego roku w Marienbadzie” – kadr z filmu

Egzystencjalizm magiczny, czyli fragmenty z Kąkolewskiego

Życie przypominające fikcję, czyli fragmenty z „Dziennika tematów” Krzysztofa Kąkolewskiego (ur. 1930), wybitnego publicysty, reportażysty, prozaika i scenarzysty. Jednego z najważniejszych przedstawicieli polskiej literatury faktu, znanego z poruszania bulwersujących i „kontrowersyjnych” tematów. Niedawno TVP przypomniała film oparty na jego powieści pod tym samym tytułem, „Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię” (1969).

Fragmenty z „Dziennika tematów” odnowiły u mnie wspomnienia historii zasłyszanych w dawnych czasach, w mojej bardzo wczesnej młodości. W erze przed-internetowej opowieść ustna była nieocenionym elementem życia. Jakkolwiek często była plotką lub półprawdą. Szkice reporterskie Kąkolewskiego przypomniały mi tamte historie i tamtą rzeczywistość.

Niejedna z przedstawionych historii w pierwszej chwili wydaje się nieprawdopodobna, jednak potem zaczyna dominować odczucie, że wszystkie są prawdziwe, bo „tak kiedyś bywało”, poza tym repoter na pewno nie kłamie. Opowieści czasem wywołują grozę, ale przede wszystkim budują przekonanie, że nie ma takiej dziwnej czy strasznej rzeczy, która nie mogłaby przytrafić się człowiekowi. Ta wiedza działa wzmacniająco… Magia prozy o prawdziwym życiu.

***

»Za piękna. Nic mógł uwierzyć, że tak cudowna dziewczyna chce go. Wydało mu się to podejrzane. Coś ukrywa, jakąś hańbę, która skazuje ją na niego. Gdy się pobrali, podejrzewał, że stał się ofiary zmowy, że jest przykrywka jej rozwiązłego życia. Jej piękno, skarb jej urody był za wielki, by mógł go znieść, jej uroda budziła w nim lęk, uczucie zagrożenia, obrazę aż do obrzydzenia – z nadmiaru. Był zazdrosny, że inni na nią patrzą, zachwycają się nią. Przerastające go piękno budzi w nim nienawiść. Musi uczynić ją bliższa sobie, podobniejszą, na swój obraz i podobieństwo. Zmieni jej twarz, przerysuje ją. „Jeśli mamy być razem, muszę zmienić twój wygląd, inaczej, oszaleję” – powiedział i ciął ją żyletką przez twarz, a potem zadał szereg drobnych głębokich uderzeń. Po operacji nie podawano jej lustra. Gdy podano, nie poznała siebie. Wróciła ze szpitala inna osoba. Nawet zachowuje się inaczej. Ona, zawsze wolna, harda, ma zamiar wybaczyć mu. Wie, że to zrobił z miłości, której ona nie może stracić, ale i zrozumieć w pełni.

Spółdzielnia: wyższy oficer WP, statystyk, matematyk i historyk nauk technicznych założyli spółdzielnię gry w totolotka. Naukowe hipotezy, dyskusje, potem wykresy, badania latami. Wielka praca. Znajdują reguły w braku reguł. Od mitu szczęścia współczesnego, mitologicznej ślepoty losu, wielkiej szansy, przeszli do badań matematycznych. Stracili nadzieję, grają, by badać grę. Historia matematyczna totolotka. „Stary i nowy testament” – wielkie księgi. Teoria parzystych i nieparzystych trafień.

Skazany – na dwadzieścia lat więzienia pisze rewizję we własnej sprawie, prosząc o zmianę wyroku na karę śmierci.

Poste restante na Poczcie Głównej – opowiadania pracownic obsługujących to okienko: jak wyglądają listy, jakie hasła. Jak długo czekają? Ludzie pytający o listy. Gdy listu nie ma: ci, co raz pytają i więcej się nie zjawiają. Ci, co pytają co dzień lub parę razy na dzień. Ci, dla których jedynym adresem jest poste restante.

W Zielonogórskiem jako turysta co rok przyjeżdża do dawnego gospodarstwa Niemiec. Mówi: teraz to wasze, ale nie ścinajcie drzew. Mówi, jak ratować sad, przysyła z Niemiec środki owadobójcze. Pewnego dnia nadchodzi list: „Wytnij cały sad, wszystkie świerki. Zostaw jesion, na którym się powieszę”.

Muller – czyli każdy. „W czasie wojny u mojej babki na kwaterze był żołnierz Wehrmachtu, niejaki Muller. W tym czasie wykonano wyrok śmierci na konfidencie Gestapo, który mieszkał w domu naprzeciw. Muller przeraził się. Babka zapewniała go, że nic mu nie grozi, przysięgała mu, a w końcu obiecała, że bierze jego życie na swoją odpowiedzialność. Przywiązał się bardzo do mojej babki. Przysyłał ze wschodniego frontu, a nawet z trasy odwrotu karty i listy. Czyni to po dziś dzień, nie zapominając o żadnych świętach i imieninach babki, mimo że minęło dwadzieścia lat od końca wojny. Babcia ma osiemdziesiąt lat, on przysyła jej lekarstwa. J. S. Kraków”.

Milionerzy: prowadzili nielegalne interesy. Bali się korzystać z bogactw. Ukrywali je przed dziećmi, jeździli „Syrenką”. Zginęli w niej w wypadku samochodowym. Dzieci nie miały na pogrzeb. Wspólnik przyjechał i nie wprost powiedział im, by szukały. Domyślał się niejasno, że majątek zamurowany był w fundamencie domu, na który oni niby ciułali i ciągle dobudowywali ganki, oficyny. Dzieci nie uwierzyły i nie szukały, o własnych siłach pokończyły studia. Majątek jest tam dalej.

Nieprawdopodobna historia– zaczęła się w 1943 roku. Pewna piękna dziewczyna dotarła do gestapowca, by wręczyć mu łapówkę, za którą – miała nadzieję – zwolni jej rodziców. Gestapowiec zakochał się w dziewczynie. Nie przyjął łapówki, zwolnił rodziców, zaczął ich odwiedzać, w cywilu, ale poznano go. Dziewczyna unikała go, potem uciekła przed nim na wieś. Gdy Rosjanie zbliżali się, przyszedł się pożegnać. Powiedział, że nie idzie z kolegami, ale schodzi w podziemie. Ukrywał się, dopóki nie wkroczyła Armia Radziecka. Zgłosił się do władz, został aresztowany, odbył się proces. Dostał piętnaście lat. Wyszedł w 1955 roku i zaraz przyszedł do dziewczyny. Dowiedział się, że jest mężatką i ma dwoje dzieci. Wyjechał na Śląsk, zaciągnął się do górnictwa. Odnalazła go siostra (z Duesseldorfu), zaczęła starać się o jego repatriację. Posunęła się nawet do donosu do władz PRL, że były gestapowiec, Niemiec, powinien być wysiedlony z Polski. W tym czasie kobieta, którą kocha, rozwiodła się. Odwiedzał ją ciągle. Gdyby nie był gestapowcem, może by wyszła za niego. W końcu po sześciu latach zabrała go siostra do Niemiec Federalnych. Założył kancelarię adwokacką. Był trzy razy w Polsce. Dzieci ukochanej dorosły. On ciągle ma nadzieję, że wyjdzie za niego.

Paczka. „Jechałem kupić gospodarstwo z hodowlą i plantacją w województwie rzeszowskim, za dorobek całego życia. Sprzedający chciał gotówkę, pół w dolarach, pół w złotych. Jeszcze nie było tysiączłotówek. W przeliczaniu na kurs złotówki z 1960 raku było tam pięć milionów. Zrobiła się paka tak „wielka, że nie zmieściła się do teczki. Pomyślałem: „Może to znak?” Zapakowałem pieniądze w gazety, kilka warstw, i w sznurek. Teczka obok. Tak jechałem. Trzeba było przesiadać się, czekać całą noc na pociąg. Poszedłem do bufetu. Zabrakło mi pieniędzy. Bufetowa ulitowała się i dała bułkę na kredyt. Wszedłem do ustępu, naddarłem paczkę, wyjąłem pięćsetkę, przyniosłem bufetowej, a ona: „Nie miał pan pięciu złotych i już ma pan pięćset?” Przeraziłem się, że wezwie milicję. Porwałem tylko paczkę, teczkę z rzeczami zostawiłem w zdenerwowaniu. Zgubiłem się w ulicach na dworcu. Bałem się wrócić na stację, choć miałem bilet. Poszedłem przez miasto, na rogatkach złapałem okazję. Kierowca przyglądał mi się. Miałem tylko postrzępioną paczkę, musiałem mieć dziwny wzrok, byłem spocony. Bałem się kierowcy, ale chyba i on mnie się bał. Wszystko skończyło się szczęśliwie. Nazajutrz w południe u rejenta pozbyłem się paczki”.

Przypomniało mi się, jak znajomy kasjer przed wojną w podobnej sytuacji, w obcym mieście, zgłosił się na komisariat i nocował w pustyni areszcie.

Odcięty. Człowiek zbudował dom. Sąsiedzi dopiero, gdy dom stanął w stanie surowym, pojawili się i zamknęli drogi. Okazało się, że działka, którą kupił, zewsząd otoczona jest innymi posiadłościami. Człowiek, który oszukał, sprzedając odciętą parcelę, znikł. Nie mieszkał tu.

W nocy nowy właściciel przedostał się do domu, ale rano nie dali mu wyjść, przyjmowali groźną postawę. Dopiero z nastaniem nocy uciekł. Nie wiedział, do czego zmierzają. Odwiedził ich, proponował wykupienie pasa ziemi na drogę. Oferował dwa razy wyższą cenę, potem dziesięciokrotną. Odmówili. „Jeśliby nawet pan się wprowadził do nie ukończonego domu, dzieci nie wydostaną się do szkoły, nie wpuścimy listonosza, nawet karetki pogotowia ani straży pożarnej”. To była aluzja do podpalenia. Z rozpaczą opuścił swój dom. Myślał o samobójstwie. Kilka dni nie zjawiał się tam. Myślał zostawić dom, niech nie zbudowany jeszcze stanie się ruiną – jakby karał tym sąsiadów. Ale po kilku dniach zjawił się u niego człowiek, który sam siebie nazwał „osobą upoważnioną”. Zaproponował kupno parceli ze „zrębem”, jak się wyraził, „po cenie kosztu” i zaproponował jedną dziesiątą wartości. Prosił, żeby szybko się zastanawiać, bo to dobrodziejstwo, są jedynymi kupcami. Kim byli reflektanci, nie powiedział. Prawdopodobnie jest nim ten, który sprzedał parcelę, teraz odkupi ją wraz z domem za tę samą cenę.

„Bliźnięta wojny” – Byłam w siódmym miesiącu ciąży, gdy wezwano mnie na przesłuchanie w gestapo na Szucha w sprawie męża. Niemiec zobaczywszy mnie, speszył się czy przestraszył. „Pani mąż będzie wolny” – powiedział, a potem dodał, „moja żona też oczekuje dziecka i chyba w tym samym czasie co pani”. Na drugi dzień wrócił mój mąż. Nie wiem, jak nazywał się ten gestapowiec, jakie dał imię swojemu dziecku i gdzie szukać tego dziecka. Już dorosłego, które mam nadzieję, urodziło się szczęśliwie, podobnie jak mój syn, Witold, który przyszedł w dwa miesiące potem na świat i zobaczył na nim ojca dzięki temu swojemu bliźniakowi niemieckiemu.

Powrót z Dachau. Więźniowie jak największy skarb dźwigali z Niemiec na własnych plecach akta obozu. Nie nieśli zdobyczy, byli obdarci i wyczerpani. Akta były ciężkie. Przeszły poniewierkę, którą do dziś można z nich odczytać. Brakowało najcenniejszego dokumentu: pełnej ewidencji więźniów obozu.

W 1969 zgłosiła się do Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich pewna kobieta. Czasem jej mąż wchodził na strych i długo tam siedział. Po jego śmierci żona znalazła ewidencję więźniów. Ukrywał ją, bo nie mógł rozstać się z najcenniejszą pamiątką. Tam było nazwisko jego i pomordowanych kolegów, czytał je w kółko wraz z setkami tysięcy nieznajomych nazwisk.

Żyd i ksiądz z F. Żyd znający niemiecki usłyszał rozmowę żandarmów, wywnioskował z niej, że szykują się do akcji na miejscową plebanię. Pobiegł ostrzec proboszcza, który zdążył przygotować się na rewizję. Gdy wywożono Żydów, ten, który ocalił księdza, został ukryty na górce plebani i przeżył wojnę.

W latach trzydziestych do dworu zaangażowano mamkę. Była tak troskliwa dla dziecka państwa, wydawało się, że bardziej dba niż o swoje, że zostawiono ją jako niańkę. Niedawno, umierając, wyznała rodzinie, że już pierwszego dnia pracy we dworze zamieniła dzieci. „Swoją krew dałam na lepsze życie”. Wojna i lata czterdzieste jeszcze raz odwróciły wszystko. Jej syn, jako dziecko właścicieli ziemskich, nie dostał się na studia. Syn właścicieli ziemskich, jako jej syn, zaczął hodowlę i uprawy, dokupił ziemi, staje się bogaty.

Kapela oświęcimska – reżyser filmu pod tym tytułem, Ignacy Szczepański, odnajduje muzyków, którzy tworzyli słynną orkiestrę śmierci, dumę komendanta obozu, Hoessa. Z kilkudziesięciu muzyków do dziś przeżyło czterech: kapelmistrz, perkusista, kontrabasista i pianista. Zawsze wplatali do muzyki kilka tonów „Jeszcze Polska nie zginęła”, nieuchwytne dla Niemców, wielki znak. Namawiam Szczepańskiego, by w tym składzie, jak są, jako kwartet zasiedli przed barakiem nr 1 i odegrali fragment Wagnera z nutą „Jeszcze Polska…”. „To byłaby piękna scena, ale oni tego by nie przeżyli” – odpowiada Szczepański.

Miejscowość B. Była zamieszkała przez „państwo” i nieskończoną liczbę służby. Byli tylko państwo i lokaje. Zostali słudzy bez panów: „dworacy”, „dworusy”, „sługusy”. Ktokolwiek przyjedzie z zewnątrz, nawet gdy przemieszka ćwierć wieku, nie umie żyć w tym miasteczku. Wszyscy chcą tu być państwem. Żądza władzy, nieróbstwo, dzikie, wyrafinowane plotki. Wspomnienia dawnych czasów, jako lepszych. Gdy tyle rzeczy było za darmo. Tysiąc metod kradzieży. Wszywało się w spodnie czy spódnice specjalne kieszenie, by wynosić, co się dało.

Ekipa geodezyjna terroryzuje miasteczko. Oderwani od rodzin, swoich miast, przyzwyczajeni do ciągłego przenoszenia się z miejsca na miejsce, wysoko płatni, młodzi, silni, czują się poza prawem. Pewnego wieczoru kierownik i szef naukowy wyjeżdżają. Dwóch milicjantów na dyżurze nocnym barykaduje się. Ich jest dziewiętnastu. Stanowią siłę, której nikt nie może się przeciwstawić. Opanowują restaurację, każą sobie stawiać, wymuszają datki pieniężne, zaczepiają kobiety, grożą im i każą przyjść o wyznaczonej porze do barakowozów, napadają na domy, budzą śpiących, żądają wódki, bawią się przerażeniem ofiar.

Leszek B. – odzyskał wzrok po trzydziestu latach ślepoty. Jego rozczarowanie światem, za którym tęsknił. Oddalenie się, szyba przezroczysta. Dawniej świat był ciemny, twardy, bliski.

Pod Kielcami mieszka człowiek, który zaszczepia gruszki na wierzbie.«

Linki od innych fragmentów:
„Dziennika tematów. Cz. 1” (1984)
„Dziennika tematów. Cz.2” (1985)

"Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię"
„Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię” – Foto: alekinoplus.pl

Przepis na cały rok

Zanim pojawią się nowe tematy, jeszcze jeden zaległy wpis ze stycznia. „Przepis na cały rok”, którego autorką jest Catharina Elisabeth Goethe, matka słynnego Johanna Wolfganga Goethe’go. Brzmi jak przepis na życie z ery „przedpsychologicznej”.

Recepta na cały rok

Bierzemy 12 miesięcy,
oczyszczamy je dokładnie
z goryczy, chciwości, małostkowości i lęku,
po czym rozkrajamy każdy miesiąc
na 30 lub 31 części tak, aby zapasu
wystarczyło dokładnie na cały rok.

Każdy dzień przyrządzamy osobno
z jednego kawałka pracy
i dwóch kawałków pogody i humoru.

Do tego dodajemy trzy duże łyżki
nagromadzonego optymizmu,
łyżeczkę tolerancji,
ziarenko ironii i odrobinę taktu.

Następnie całą masę polewamy dokładnie
dużą ilością miłości. Gotową potrawę
przyozdabiamy bukietem uprzejmości
i podajemy codziennie z radością
i filiżanką dobrej, orzeźwiającej herbatki.

/Catharina Elisabeth Goethe, autor tłumaczenia nieznany/

Inna myśl Pani Goethe:

„Nawet gdybyś dał człowiekowi wszystkie wspaniałości świata, nic mu to nie pomoże, jeśli nie ma przyjaciela, któremu mógłby o tym powiedzieć.”

Nowy Rok, stare kartki noworoczne, bratki, jemioła, śnieg, płytki z Delft
stara kartka noworoczna, A Bright New Year
Nowy Rok, stare kartki noworoczne, ptaki, śnieg, jemioła
stara kartka noworoczna, Radosnego Nowego Roku

Pocztówki pochodzą ze strony: VintageHolidayCrafts.com

Przedjesiennie

Mały Książe

„Sądzę, że dla swej ucieczki Mały Książę wykorzystał odlot wędrownych ptaków.”

Antoine de Saint-Exupéry – „Mały Książę”

Nie wiem, czy na planecie Małego Księcia wtedy była jesień. Świat opowieści jest jakby bez czasu, choć większość wydarzeń układa się w porządku chronologicznym. Jednak odejście Księcia z planety było zdarzeniem z kategorii rzeczy smutnych, jesiennych, i mam wrażenie że wędrowne ptaki spełniają tam podwójną rolę.

W naszym świecie zaczynają odlatywać bociany i wszelkie ptaki wędrowne. Melancholia. Koniec lata zdarza się co roku. Coś przemija, ale nie do końca. Połowicznie. Bociany odlatywały co roku, potem wracały. Smutek miesza się z optymizmem, nadzieją.

Czas linearny często przepełnia nas lękiem lub smutkiem, czas cykliczny nadaje sens istnieniu. Coroczna opowieść o porach roku jest opowieścią o wieczności. W tym roku koniec lata mnie zaskoczył. Tak jakbym zapomniała, że o tej porze pojawią się pierwsze symptomy jesieni.

Józef Chełmoński - "Bociany" (1900)
Józef Chełmoński – „Bociany” (1900)