„Dziad i baba” J. I. Kraszewskiego, z 1838 roku. Wiersz, wierszyk, niby-ludowa opowiastka, pół-legenda. Jednocześnie przykład dzieła literackiego, którego się dokładnie nie pamięta i nie wiadomo skąd zna – autor też niepamiętany. Przynajmniej jeśli chodzi o mnie. Zdaje się, że jeszcze niemało tego rodzaju rzeczy czeka na odkopanie, na wydobycie z książek, internetu i z „krzyżówki” niewyraźnych wspomnień.
Swoją drogą, na Wikiźródłach znaleźć można mnóstwo mniej znanych utworów ze bogatej przeszłości naszej literatury, w tym z okresu ważnego dla kształtowania się współczesnego języka polskiego, czyli z wieku XIX i z początków wieku XX (Prus, Reymont, Orzeszkowa, Sienkiewicz, Konopnicka, Kraszewski i inni mniej znani, np. Władysław Orkan).
„Wiersz jest jedynym utworem poetyckim tego autora, który cieszył się popularnością i nie został zapomniany. Inne wiersze tego autora, w przeciwieństwie do prozy, nie miały powodzenia wśród czytelników.” /wikipedia/
Józef Ignacy Kraszewski – „Dziad i baba” (1838)
Był sobie dziad i baba,
bardzo starzy oboje.
Ona kaszląca, słaba,
on skurczony we dwoje.
Mieli chatkę maleńką,
tak starą jak oni.
Jedno miała okienko
i jeden był wchód do niej.
Żyli bardzo szczęśliwie,
spokojnie jak w niebie.
Czemu ja się nie dziwię,
bo przywykli do siebie.
Tylko smutno im było,
że umierać musieli,
że się kiedyś mogiłą
długie życie rozdzieli.
I modlili się szczerze,
aby Bożym rozkazem,
kiedy śmierć ich zabierze
brała oboje razem.
„Razem! to być nie może,
ktoś choć chwilą wprzód skona”
„Byle nie ty nieboże”,
„Byle tylko nie ona”.
„Wprzód umrę – woła baba –
jestem starsza od ciebie,
co chwila bardziej słaba,
zapłaczesz na pogrzebie”.
„Ja wprzódy, moja miła,
ja kaszlę bez ustanku
i zimna mnie mogiła
przykryje lada ranku”.
„Mnie wprzódy” „Mnie, kochanie”.
„Mnie mówię” „Dość że już tego,
dla ciebie płacz zostanie”.
„A tobie nic? Dlaczego?”
I tak dalej i dalej,
jak zaczęli się kłócić,
tak się z miejsca porwali,
chatkę chcieli porzucić.
Aż do drzwi
„puk” powoli.
„Kto tam?”
„Otwórzcie proszę,
posłuszna waszej woli,
śmierć jestem – skon przynoszę”.
„Idź babo drzwi otworzyć!”
„Ot to: idź sam, ja słaba,
ja pójdę się położyć”,
odpowiedziała baba.
„Fi! śmierć na słocie stoi
i czeka tam nieboga”,
„Idź otwórz z łaski swojej”,
„Ty otwórz moja droga”
Baba za piecem z cicha
kryjówki sobie szuka,
dziad pod ławę się wpycha,
a śmierć stoi i puka.
I byłaby lat dwieście
pode drzwiami tam stała,
lecz znudzona nareszcie
kominem wleźć musiała.
Autor ilustracji: Piotr Stachiewicz (1858-1938) / źródło
Nierzadko, wręcz często, można trafić na teksty, reportaże, fotoreportaże, audycje radiowe, itp., o skromnych, biednych, siermiężnych, wprost byle jakich… świętach Bożego Narodzenia w PRL. Wymienione powyżej przymiotniki są przytoczeniem autentycznych określeń, z jakimi się spotkałam. Skromna, niemodna choinka, takież prezenty, proste dania nieobficie serwowane. I nagle wyskakuje dysonans, bo dla większości z nas były to najpiękniejsze dni w roku – cudowne dni, magiczny czas, wyczekiwane prezenty, pyszne jedzenie, itd. 🎄 Styl ówczesnego życia, jego poziom, poziom zamożności, i możliwości, nie stawiał prawie nikogo w pozycji wyczekiwania na „coś jeszcze lepszego”, tym bardziej na coś z drugiej dekady XXI wieku. Wtedy tamto było lepsze.
Co do samych ozdób choinkowych, te „retro” bywały zazwyczaj gustowniejsze niż wiele współczensnych stylów choinkowych.
Fotoperiodyzm to „fizjologiczna reakcja organizmu na zmianę proporcji okresów ciemności i światła w rytmie dobowym, związana z działaniem zegara biologicznego” /Wikipedia/. Przyczynia się, miedzy innymi, do jesiennego żółknięcia liści. Do „produkcji” kolorowych i ładnych liści potrzebna jest też ciepła, sucha i słoneczna jesień. Zaś rozmaite kolory zależą od różnego rodzaju barwników zawartych w liściach i ich dominacji w poszczególnych porach roku. Jednak barwniki czerwone, występujące u niektórych drzew, produkowane są dopiero jesienią – zapobiegają nocnemu marznięciu liścia. Drzewo z jakichś przyczyn potrzebuje energii z jesiennych liści. Na zimę lub wiosnę.
A my czerpiemy radość z tego wszystkiego w czasie coraz krótszych dni.
źródło obrazka /Informacje o fotoperiodyzmie i liściach: ncnatural.com, Wikipedia i naukatolubie.pl/
„Jakże pięknie było na wsi!” Tak zaczyna się tekst „Brzydkiego kaczątka” w tłumaczeniu Stefanii Beylin, w wydaniu „Baśni” z 1976 roku.
Jakże piękne są ilustracje Vilhelma Pedersena do duńskiego wydania baśni Andersena z 1849 roku. Ilustracje potem wznawiane w Danii i na całym świecie. Pierwsze wydania „Baśni” Andersena, począwszy od 1843 roku, były pozbawione ilustracji. Otrzymały je dopiero w 1849 roku. Vilhem Pedersen był jednym z dwóch pierwszych ilustratorów baśni Andersena. Był i jest tym najbardziej znanym.
Kot na drugim rysunku przypomina koty z niektórych średniowiecznych ilustracji.
[Duże wersje obrazków po kliknięciu.]
Hans Christian Andersen’s „The Ugly Duckling” From „Eventyr,” 1850 Vilhelm Pedersen, Artist, Dalziel Brothers, Engravers From a gallery on Katrinahaney.com.
Hans Christian Andersen’s „The Ugly Duckling” From „Eventyr,” 1850 Vilhelm Pedersen, Artist, Dalziel Brothers, Engravers From a gallery on Katrinahaney.com.
Hans Christian Andersen’s „The Ugly Duckling” From „Eventyr,” 1850 Vilhelm Pedersen, Artist, Dalziel Brothers, Engravers From a gallery on Katrinahaney.com.
Historia dziecinna, prosta, lecz nadal wzruszająca. Może z powodu wspomnień z czasów wczesnoszkolnych. „Stary, zielony miś” – opowiadanie z podręcznika „Pierwsza czytanka” Ireny Słońskiej (ilustracje: Hanna Czajkowska i Witold Popławski). Były to materiały uzupełniające do nauki języka polskiego dla klasy I i II, używane po zakończeniu „Elementarza” „Falskiego”, czasami równocześnie.
Historia o zielonym misiu, oraz niemało innych opowiadań, wierszyków, zagadek i rebusów z „Pierwszej czytanki”, pojawia się też w późniejszej wersji podręcznika uzupełniającego do klasy I, również autorstwa Słońskiej, pt. „W szkole i na wakacjach”, używanego po „Literach” Przyłubskich albo po „Elementarzu”.
Poniżej lata wydawania obu ksiażek; jednak wydaje mi się, że już około roku 1974 korzystałam z pierwszej wersji „W szkole i na wakacjach”, z inną okładką (ciemnoniebieską) niż późniejsza – czytałam ją sobie w domu, nie była używana w czasie lekcji. Miała już wielokolorowe obrazki.
„Podręcznik do nauki języka polskiego dla klas I: Pierwsza czytanka (1960, i kolejne wydania, 18. w 1976 roku)
Podręcznik do nauki języka polskiego: W szkole i na wakacjach (1978, i kolejne wydania, 14. w 1992 roku)” /źródło: wikipedia/
Poza dwiema stronami historii o misiu, zamieszczam jeszcze siedem innych stron z „Pierwszej czytanki” oraz stronę ze spisem autorów wykorzystanych w podręczniku.
Aktualizacja
Wydawało mi się, że w mojej wersji „Pierwszej czytanki”, z której korzystałam od roku szkolnego 1973-1974, nie było dwóch-czterech historii z wydania 1960 (taki skan posiadam). Faktycznie. Znalazłam informacje, że wydanie 12. z roku 1971 było zmienione. Tylko nie pamiętam, czego brakuje… co dodano zamiast, bo ilość stron taka sama.
Scenka z fotelem i zegarem. I jednocześnie scenka, kiedy jest odpowiednia pora na małe Conieco… Fragment z „Chatki Puchatka” A. A. Milne’a (The House at Pooh Corner; pierwsze wydanie w 1928, 1938 w Polsce), ilustracje – E. H. Shepard, tłumaczyła Irena Tuwim.
– A teraz wiem, co zrobię – powiedział Puchatek. – Najpierw pójdę do domu zobaczyć, która godzina, włożę ciepły serdaczek, a potem pójdę do Kłapouchego i zaśpiewam mu nową Mruczankę.
Popędził z powrotem do domu, lecz po drodze głowę miał tak zajętą nową Mruczanką, którą miał zaśpiewać Kłapouchemu, że gdy nagle ujrzał Prosiaczka rozpartego w najwygodniejszym fotelu, jaki miał, stanął w drzwiach zdumiony. I drapiąc się w głowę, zastanawiał się, w czyim też on jest domu.
– Dzień dobry, Prosiaczku! – powiedział. – Myślałem, że wyszedłeś.
– Nie – odparł Prosiaczek. – To ty wyszedłeś, Puchatku.
Rozdział Iw którym powstaje Chatka Puchatka
– Masz rację – powiedział Puchatek. – Wiedziałem, że któryś z nas wyszedł.
To mówiąc, spojrzał na zegar, który przed kilku tygodniami zatrzymał się na pięć minut przed jedenastą.
– Dochodzi jedenasta – rzekł Puchatek wesoło. – Akurat nadszedł czas na małe Conieco. – I wsadził łebek do spiżarni. – A potem wyjdziemy, Prosiaczku, i zaśpiewamy Kłapouchemu moją nową Mruczankę.
– Jaką Mruczankę, Puchatku?
– Tę, którą zaśpiewamy Kłapouchemu.
Zegar wciąż jeszcze wskazywał za pięć jedenastą, gdy Puchatek z Prosiaczkiem ruszyli w drogę. Wiatr ustał i płatki śniegu kołowały w powietrzu…
A to już ilustracje z pierwszej części przygód Puchatka, z „Kubusia Puchatka” (Winnie-the-Pooh; pierwsze wydanie w 1926, 1938 w Polsce). Moment, gdy Puchatek z Prosiaczkiem odkryli coś na śniegu… każdy, kto czytał książkę, pewnie pamięta co.
galeria – klikinij
galeria z większymi kopiami – kliknij w obrazek / ilustracje z bloga BibliOdyssey
Przy okazji wyszukiwania ilustracji do „Kubusia Puchatka” przypomniałam sobie (znalazłam w sieci) wiele polskich ksiażek i książeczek dla dzieci. O nieocenionej wartości sentymentalnej, jak też o dużej wartości artystycznej i literackiej.
Z pamiętnego, a nawet kultowego, „Elementarza” Mariana Falskiego wybrałam, i przycięłam, dwadzieścia najbardziej związanych z sezonem zimowym stron. To również mój elementarz.
W historii polskiej edukacji najbardziej doniosłym elementarzami okazały się podręczniki Mariana Falskiego, pod tytułem „Elementarz”. Pierwsze wydanie, pod tytułem: „Nauka czytania i pisania dla dzieci” ukazało się w roku 1910 i zrewolucjonizowało metodykę nauki czytania w Polsce. Był ilustrowany przez Jana Rembowskiego.
W okresie międzywojennym ukazywały się kolejne wersje elementarza dla dzieci, aktualizowane zgodnie z duchem czasów. Z powodu zapóźnień edukacyjnych sporej części ludności, w 1920 Falski opracował także na zamówienie władz dwie wersje „Elementarza powiastkowego”, dla dorosłych analfabetów oraz osób odbywających zasadniczą służbę wojskową. W 1945 roku prawa do wydawania „Elementarza” Falskiego pt. „Elementarz dla szkół wiejskich” uzyskały Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych (od 1974 Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne).
W 1949 ukazał się pierwszy powojenny elementarz dla dzieci, uwzględniający elementy obowiązkowej w tym czasie ideologii komunistycznej (aczkolwiek bez wymieniania postaci Stalina). Kolejna unowocześniona wersja elementarza ukazała się w 1957 i przetrwała siedemnaście lat. Ostatnia wersja ukazała się w 1974, opublikowana już po śmierci autora, z nowocześniejszymi ilustracjami Janusza Grabiańskiego. Zaktualizowano w niej też teksty. Wersja ta znajduje się w druku i spotyka się z popularnością aż do dnia dzisiejszego (stan na 2013).
Oprócz ostatniej wersji elementarza, w XXI wieku wznowiono też druk elementarza w wersji z 1971 roku. /źródło: wikipedia/
Zimowe drugie śniadanie
Choinka świąteczna, czyli jodełka
Prezenty spod choinki
Węgiel na zimę
Zimowe zapasy
Zwierzęta też robią zapasy na zimę
Ślizgawka i łyżwy
Ciężkie czasy
Bałwanek
Górka do zjeżdżania na sankach
Bitwa na śnieżki
Karmnik i dokarmianie ptaków
Odwiedzamy polskie góry zimą
Zimowy kotek na płotku
Odmrożenia i zimowe choroby
Zimowy szkolny spacer
Bajki opowiadane przez babcię
Zawiane pola i jazda saniami
Roztopy na polach
Skrzydlaci przyjaciele przy oknie i zbliżająca się wiosna
Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą;
każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu.
Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi,
Europa będzie pomniejszona,
tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek,
włość twoich przyjaciół czy twoją własną.
Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie,
albowiem jestem zespolony z ludzkością.
Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.
Z wstydem poczęty człowiek, urodzony
Z boleścią, krótko tu na świecie żywie,
I to odmiennie, nędznie, bojaźliwie;
Ginie, od słońca jak cień opuszczony.
Świat wyobraźni. Miejsce gdzie kot jest ukochanym dzieckiem i najbliższym przyjacielem zarazem.
Szwedzki twórca Sven Nordqvist (ur. 1946) napisał i narysował ksiażkowe historie ze starym farmerem o imiemiu Pettson i kocie nazwanym Findus.
/obrazki do obejrzenia w galerii/
Część obrazków pochodzi z tego wpisu na fairyroom.ru.